Harry Potter Broom -->

sobota, 23 lutego 2013

[25] Żelazny Cierń

Tytuł: Żelazny Cierń
Seria: Żelazny kodeks #1

Autorka: Caitlin Kittredge

Wydawnictwo: Jaguar


„Żelazny cierń” to książka, której akcja dzieje się w dość dziwnym mieście. Lovercraft pełne jest bowiem zakładów dla obłąkanych, gdzie trzymane są osoby zarażone nekrowirusem, przyczyną szaleństwa i zmieniania ludzi w okropne istoty. Matka szesnastoletniej Aoife jest w jednym z takich zakładów (a po trochu przebywała już w każdym z nich). Dziewczyna wie, że i ona ma w swojej krwi nekrowirusa, że i ona utraci zmysły w dniu szesnastych urodzin, podobnie jak jej brat. Nekrowirus jest w jej rodzinie dziedziczny.

Aoife boi się więc swoich szesnastych urodzin. Jest utrzymanką miasta. Udało jej się zostać studentką Szkoły Maszyn w Akademii Lovercraft, a już niedługo może trafić do zakładu matki. Pewnego dnia nastolatka dostaje zaszyfrowany list od swojego brata, Condrada. Nie wierzy, że chłopak popadł w obłęd, jest pewna, że potrzebuje jej pomocy. Wspólnie z najlepszym przyjacielem, Calem, wyrusza w podróż ku posiadłości ojca, którego nigdy nie znała.

Czy strzegący miasta Nadzorcy mają rację? Czym tak naprawdę jest nekrowirus? Skąd biorą się dzieżby i ghule? Kim są Życzliwi, których najwyraźniej coś łączyło z ojcem głównej bohaterki? Kim jest Dean, poznany w trakcie podróży przewodnik? Jakie sekrety skrywa Cal?

Pierwszą rzeczą, która drażniła mnie w „Żelaznym cierniu” jest… imię głównej bohaterki. Nie mam zielonego pojęcia, jak to się wymawia, a mój mózg uparcie przekształcał je na „Aofie”. Dobra, a teraz spróbuję napisać coś sensownego na temat tej powieści.

Podoba mi się świat wykreowany przez autorkę. Znaczy, nie chciałabym w nim mieszkać czy coś (nigdy w życiu!), ale jest dość interesujący. Antyutopijny. Rządy tyrana, Maszyna dostarczająca pary jako serce miasta, kult Wielkiego Budowniczego. Technologia ponad wszystko. Wyobraźnia jest wręcz zakazana, a za czytanie „Alicji w krainie czarów” można trafić do Katakumb. Wszyscy, którzy są przeciwko reżimowi nazywani są heretykami i spotykają ich okrutne kary.

Gorzej sprawa ma się z magicznymi krainami. Elfy, czyli Życzliwi są… dziwne. Ale podejrzewam, że niewielu ludzi będzie miało z tym problem, po prostu jak dla mnie są zbyt wybuchowi. Jakiekolwiek nie byłyby elfy (nawet jeśli nazwie się je Życzliwymi) ja zawsze wyobrażam je sobie jako istoty do granic możliwości opanowane. Okrutne? Owszem. Podstępne? Zapewne. Wybuchowe? Nie.

Fabuła jest dość ciekawa. Akcja toczy się w miarę wartko, jednak niektóre momenty są odrobinkę zbyt rozciągnięte. W opisach niektórych wydarzeń się gubiłam. Nadal nie wiem, jak właściwie Aoife przedostawała się do świata Życzliwych. Nie rozumiem też wątku zaklętych królowych, ale być może wyjaśni się to w kolejnych tomach.

Oprócz tego denerwowało mnie nazywanie magii „Dziwnością”. Pewnie miałao być oryginalnie, ale zdanie „Moja dziwność się przebudziła” moim zdaniem brzmi co najmniej idiotycznie.

Rezydencja pana Graysona (ojca Aoife) jest fantastyczna. Ten dom ma po prostu duszę. I żelazne kości.

Aoife jest dosć ciekawą postacią. To pyskata, uparta dziewczyna i choć nie należy raczej do moich ulubionych postaci literackich, to coś tam w sobie ma. Podoba mi się walka, tocząca się w jej wnętrzu. Uwierzenie w magię jest dla niej trudne, bo przecież od lat wmawia jej się, że to oznaka obłędu, a czary nie istnieją. Podoba mi się, jak dziewczyna kurczowo trzyma się liczb, mechaniki i matematyki jako czegoś stabilnego i niezmiennego. Chyba zacznę inaczej patrzeć na ten niezbyt lubiany przeze mnie przedmiot. Znalazłam motywację do matematyki ;D

Pozostałe postacie są również całkiem udane. No, oprócz Cala. Nie lubię go. Nawet w końcówce nie zdobył mojej sympatii. Z kolei uwielbiam Deana. Wiem, wiem, takich postaci jest w książkach pełno, ale osobiście mam słabość do takowych typów. Wątek romantyczny między nim, a Aoife naprawdę mi się spodobał. No i warto wspomnieć o sympatycznej Bethinie. I tajemniczym Archibaldzie Graysonie przemawiającym przez karty swojego pamiętnika, co skojarzyło mi się z Tomem Riddlem w drugiej części „Harry’ego Pottera”.

„Żelazny cierń” to dość ciekawa książka dla młodzieży. Świat ciekawie przedstawiony, bardzo dobre opisy emocji i ładnie nakreślone postacie. Polecam.


Cytat:
"Wariat to jedynie określenie nadawane ludziom, którzy nie chcą wieść życia nudnego jak szara flanela"

Ocena: 6/10

10 komentarzy:

  1. Nazwa miasteczka zapewne w hołdzie twórczość Lovecrafta ^^ Z pewnością zapoznam się z tym cyklem, choć boję się, że tak jak Ty - pogubię się w tych opisach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam z Lovecraftem do tej pory doczynienia, ale zapewne tak ;)

      Usuń
  2. Główna bohaterka bardzo mi się podoba. W końcu ktoś, kto nie jest wyblakły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och ma trochę wad .. ;( Ale ja chyba jednak zaryzykuję ;) Widziałam ją ostatnio w bibliotece, ale wolałam poczekać na recenzje któregoś blogowicza i dopiero wtedy wypożyczyć :) Myślę, że jednak warto, szczególnie zainteresował mnie motyw miasta ze szpitalami dla obłąkanych - takie tajemnicze i zapowiada emocjonującą historię ;) Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  4. O, cieszę się, że nawet Ci się spodobała :) Również nie polubiłam Cala :/ Od początku coś mi w nim nie pasowało i przynajmniej przy końcu dowiedziałam się co :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, oj tak, coś w nim nie pasowało ; D

      Usuń
  5. Cale jest ciekawy właśnie :D Lepszy niż ten Dean :/ Książka niezła, choć nie ulubiona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja w książkach wolę tych pyskatych^^

      Usuń
  6. Książka już leży na mojej półce i czeka na przeczytanie. Mam nadzieję, że mi się spodoba, choć imie głównej bohaterki rzeczywiście brzmi bardzo dziwnie i nieco irytująco.

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty

The Hunger Games 32x32 Logo