Harry Potter Broom -->

sobota, 15 czerwca 2013

[39] Zaklinacz koni

Tytuł: Zaklinacz koni

Autor: Nicholas Evans

Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Kto mnie zna bądź czyta od czasu do czasu moje recenzje ten wie, że za romansami nie przepadam. Wydają mi się jakieś schematyczne, zwyczajnie mnie nudzą. No i bohaterowie bywają irytujący. Ale są wyjątki od tej reguły. Jednym z nich jest powieść Nicholasa Evansa „Zaklinacz koni”, po którą sięgnęłam ze względu na jej ekranizację – jeden z moich ukochanych filmów (który powinien w ciągu najbliższych… dwóch tygodni ukazać się w moim cyklu „Na szklanym ekranie”).

Książka opowiada historię Annie – popularnej dziennikarki, której córka ma poważny wypadek. Nastoletnią Grace i jej konia, Pielgrzyma, potrąciła ciężarówka. W wypadku tym  zginęła przyjaciółka dziewczyny, ona sama zaś straciła nogę. Musi nauczyć się żyć z protezą. Również Pielgrzym doznał poważnych obrażeń. Był bliski śmierci, weterynarzom udało się go jednak uratować. Mimo wyleczenia obrażeń fizycznych, psychika konia jest zraniona, to już nie jest to samo zwierzę. Także Grace zmienia się. Oddala od rodziców, a zwłaszcza od matki. Z ojcem, wesołym prawnikiem, Robertem, zawsze miała bowiem lepsze relacje. Annie martwi się o córkę. Uważa, że kluczem do tego, by jej pomóc, jest pomoc Pielgrzymowi. Dowiaduje się o Tomie Bookerze, człowieku nazywanym zaklinaczem koni, który pomaga koniom po traumatycznych przejściach na nowo zaufać ludziom. Annie i Grace (mimo niechęci tej drugiej) wyruszają wraz z koniem na ranczo Bookerów do Montany.  Ich życie już nigdy nie będzie takie samo…

Zacznę od bohaterów, bo są oni ogromnym atutem tej powieści. Przede wszystkim Tom Booker – uwielbiam go. Facet jest niesamowity. Ma ogromny dar empatii i zrozumienia – zarówno koni, jak i ludzi. Zawsze emanuje spokojem. Myślę, że to właśnie jego postać czyni tą książkę tak świetną. Co do Annie to mam mieszane odczucia. Rozsądek mówi mi, że nie powinnam jej lubić – jest w sumie despotyczną pracoholiczką, w dodatku nielojalną. A jednak mimo wszystko darzę ją sympatią i nie umiem wyjaśnić dlaczego. Polubiłam także Grace za jej wewnętrzną siłę, która pozwoliła jej pozbierać się po wypadku. I Roberta – za jego wyrozumiałość. Wszystkich, po prostu wszystkich. No, może za żoną Franka nie przepadałam, pewnie przez to, że była trochę przeciwko Annie. 

Fabuła jest ciekawa, choć akcja nie gna przed siebie. Narracja prowadzona jest raczej spokojnie, na każde wydarzenie przychodzi czas. Opisy są dość rozbudowane, ale raczej się nie dłużą (choć przy opisie wypadku można odrobinkę się pogubić). No i jest trochę takiego „skakania” od postaci do postaci, ale to w sumie dobrze, bo możemy poznać historię z punktu widzenia różnych bohaterów.

Wątek miłosny bardzo mi się podobał. Po pierwsze – to nie miłość nastolatków, o której mnóstwo książek dzisiaj opowiada, a miłość dorosłych, dojrzałych już ludzi. Każde jest inne, oboje sporo już w życiu przeszli i  podążają zupełnie różnymi drogami, a jednak tak ich do siebie ciągnie. Ich uczucie napotyka jednak przeszkody – przecież Annie ma męża i córkę. Czy taki ktoś jak ona, kto robi wielką karierę, będzie w stanie porzucić miasto i zamieszkać na spokojnym ranczu w Montanie? Czy da radę spojrzeć córce i mężowi w oczy i odejść? Jak skończy się ten romans?

Ponadto mamy tu przedstawione relacje matka-córka. Relacje trudne i skomplikowane. Dynamiczne. Annie i Grace nigdy nie były aż tak blisko, a wypadek jeszcze je od siebie oddalił. Czy będą w stanie znaleźć porozumienie? Czy Grace pogodzi się z tym, że do końca życia będzie chodzić z protezą? Czy nauczy się na nowo cieszyć życiem? Jak na nie obie wpłynie wizyta u Bookerów, których łączą bardzo silne więzy, ktrózy wszyscy nawzajem się szanują? Atmosfera w tym domu pełna jest rodzinnego ciepła. 

I ostatni wątek – konie. „Zaklinacz koni” wspaniale pokazuje, jak wrażliwe, czułe i wspaniałe są te zwierzęta. Los Pielgrzyma naprawdę  mnie wzruszył i z całego serca kibicowałam Tomowi, by pomógł ulubieńcowi Grace.

Zakończenie powieści ogromnie mnie zaskoczyło. Może dlatego, że najpierw widziałam film, a tam zakończenie jest zupełnie inne? To książkowe sprawiło, że się popłakałam. Naprawdę.


Oczywiście polecam „Zaklinacza koni”, zwłaszcza wielbicielom tych zwierząt oraz fanom romansów. Ta książka wyróżnia się spośród innych, bo mówi nie tylko o miłości, ale też o wielu innych ważnych sprawach. Przepiękny klimat pozwala nam przeżywać tą historię. Bohaterowie wkradają się do naszego serca. Wiem, że jeszcze długo tej książki nie zapomnę i z pewnością kiedyś do niej powrócę. 

Na koniec dodam, że chyba zawyżyłam ocenę tej książki. Myślę, że zawyża to ekranizacja o której nie sposób nie myśleć, czytając powieść Evansa. Trudno, na mnie ta książka zrobiła duże wrażenie. 


Cytat:
"Chyba to właśnie jest wieczność. Po prostu jeden ciąg takich >>teraz<<. I chyba też wszystko, co można zrobić, to spróbować żyć jednym teraz w danej chwili, nie zawracać sobie zbytnio głowy poprzednim teraz ani następnym teraz"

Ocena: 8/10

7 komentarzy:

  1. Bardzo chętnie przeczytam (zwłaszcza po tak zachwalającej recenzji) jeśli tylko będzie ta książka w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę czytałam, film oglądałam - wrażenia pozytywne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja przyjaciółka niegdyś się zaczytywała tą książką i pasjami oglądała film, ale sądzę, że to chyba jednak nie dla mnie. Konie bym zniosła, ale te romanse... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też za romansami nie przepadam raczej ;)

      Usuń
  4. Nie lubię koni, aczkolwiek książkę widziałam kiedyś w bibliotece i być może w końcu się do niej przekonam ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak na razie odpuszczę, pomimo całej sympatii do koników :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam książkę, też się przy niej popłakałam. Świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty

The Hunger Games 32x32 Logo