Harry Potter Broom -->
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Supernowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Supernowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2015

[99] Lux perpetua

Tytuł: Lux perpetua

Seria: Trylogia husycka #3

Autor: Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo: Supernowa

Liczba stron: 560


W końcu znalazłam czas, by dokończyć Trylogię husycką – dzieło mojego ulubionego pisarza, twórcy „Wiedźmina” – Andrzeja Sapkowskiego. W moje łapki wpadła ostatnia część serii – „Lux perpetua”. Czy jest tak dobra, jak poprzednie tomy? Czego można się po niej spodziewać?

Reinmar z Bielawy zwany Reynevanem jest już znaczącą postacią w husyckich szeregach. Jak to w życiu bywa, oznacza to nie tyle nowe przywileje, ile nowych wrogów. A tych nigdy głównemu bohaterowi nie brakowało. Choć przez całą serię dorósł, nie udało mu się pozbyć wyjątkowego talentu pakowania się w tarapaty. Tym razem nie dość, że wciąż szuka swej porwanej ukochanej, to jeszcze staje przed wyborem między miłości ą a lojalnością. Pomaga mu, jak zwykle do bólu praktyczny i szczery, Demeryt Szarlej. Z kolei trzeci z kompanii, Samson Miodek, także stanął na rozstaju dróg. Którą z nich wybierze? Co knuje Grellenort? Gdzie podziewa się Urban Horn? I, przede wszystkim, gdzie jest Jutta?

Jak widać, pytaniom nie ma końca, pomalutku jednak jawią się też na nie odpowiedzi. Jednak, co nie jest niczym zaskakującym w powieściach Sapkowskiego, wszystkiego czytelnik się nie dowie. Bo i o czym miałby rozmyślać po lekturze?

A wierzcie mi, jest o czym. Niełatwe wybory moralne bohaterów, całe mnóstwo niebezpiecznych przygód, świetnie odzwierciedlone tło historyczne wydarzeń, niepowtarzalna warstwa językowa utworu, łacińskie zwroty i wyrażenia wplecione w tekst. To wszystko składa się na finał trylogii idealnie do niej pasujący – pełen zwrotów akcji, trzymający w napięciu, pochłaniający bez reszty, intrygujący. 

Nie sposób pominąć bohaterów powieści – bohaterów z krwi i kości, bez względu na to, czy są postaciami pierwszoplanowymi czy pojawiają się tylko w epizodach. Sapkowski ukazał poprzez nich, jak skomplikowane mogą być dzieje ludzkiego życia i jak nawet nie spodziewamy się, jak nasze decyzje mogą wpłynąć na losy innych ludzi. Ponadto w mistrzowski sposób zaprezentował przemianę i dorastanie swych bohaterów (z moim ulubieńcem – Reinmarem na czele) przy jednoczesnym pozostaniu tym samym człowiekiem, jakim było się kiedyś.

Co jeszcze mogę powiedzieć o „Lux perpetua”? Bardzo wiele, ale chyba nikomu nie będzie się chciało czytać tych wszystkich „ochów” i „achów”, mam rację? Tym bardziej, że byłyby podobne, co przy poprzednich częściach, a nawet innych utworach Sapkowskiego. Powiem więc tylko, że czytając, czułam całą gamę emocji (łącznie z… zdenerwowaniem na autora za… no, kto przeczyta, będzie wiedział za co), zainteresowałam się nieco tematem wojen husyckich no i ogólnie myślami byłam razem z Reynevanem i spółką.

Polecam gorąco całą trylogię – naprawdę jest warta przeczytania, choćbyście wcale nie przepadali za tego typu literaturą.



Cytat:
"W Polsce każdy, kto u władzy, ma własne, prywatne interesy i niezmiennie własny interes dobrem ojczyzny nazywa, tak u was od wieków jest i po wiek wieków będzie."

Ocena: 10/10

niedziela, 4 stycznia 2015

[93] Historia i fantastyka

Tytuł: Historia i fantastyka

Autorzy: Stanisław Bereś i Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo: Supernowa

Ilość stron: 288


Jako wielbicielka twórczości Andrzeja Sapkowskiego nie mogłam nie sięgnąć po wywiad-rzekę z moim ulubionym autorem. Tym bardziej  przeprowadzony przez Stanisława Beresia, uznanego dziennikarza i teoretyka literatury, który znany jest m.in. z książek-wywiadów ze Stanisławem Lemem i Tadeuszem Konwickim. Dodatkowo tytuł „Historia i fantastyka” sugerował, że rozmówcy poruszą interesujące mnie tematy. Oczekiwałam ciekawych opinii i żywej dyskusji, swego rodzaju starcia poglądów dwóch różnych osób. Jaki był rezultat?

Ano taki, że Sapkowski nieco Beresia w tej rozmowie przytłumił. Miał gotową odpowiedź na każde pytanie, brylował inteligencją, jego upór był niezłamany. Dziennikarz pozostał więc w tle. Być może tak powinno być, nie po to przeprowadza się przecież wywiady, by zainteresować własną osobą. Myślę jednak (a z opinii, które do tej pory czytałam wiem, że jedyna w swym przekonaniu nie jestem), że książę tę czytałoby się znacznie ciekawiej, gdyby wypowiedzi Stanisława Beresia wnosiły do niej nieco więcej. Tymczasem niektóre pytania wręcz męczyły. I to nie tylko czytelnika, lecz wyraźnie także udzielającego wywiadu. Często poruszały kwestie, o których autor „Wiedźmina” wyraźnie nie chciał rozmawiać, wciąż wracały do tych samych wątków, o których wiadomo było, że niczego więcej się z nich nie „wyciągnie”.

Poza tym jednak wszystko było na najwyższym poziomie. Czytelnik raczej się nie nudzi, Sapkowski i Bereś płynnie przechodzą z tematu na temat. Widać, ze obaj wiedzą, o czym mówią. To wykształceni ludzie, którzy mówią naprawdę ciekawie i mądrze o wielu sprawach.
Rozmowa dotyczy m.in.  uniwersum „Wiedźmina”, „Trylogii husyckiej” (wówczas w trakcie tworzenia), związków historii i literatury, pozycji fantasy na rynku, czytelników, konwentów, procesu twórczego Sapkowskiego.

Jeśli ktoś sądził, że ta książka odkryje mu podglądy znanego polskiego pisarza fantasy, mylił się. Sapkowski nie lubi mówić o sobie. Sporo opowiada jednak o swej twórczości i innych ciekawych sprawach. Mówi z właściwą sobie dozą humoru, w charakterystycznym dla siebie stylu. Czytając jego wypowiedzi, można odnieść wrażenie, że czyta się po prostu kolejną z jego książek.


Polecam fanom Sapkowskiego oraz wszystkim tym, którzy interesują się historią czy fantastyką. Sporo ciekawych informacji i opinii można wynieść z tej lektury. 


Cytat:
"Pomijając fakt, że tak bezguście, jak i stereotyp mają w światowej literaturze - i kulturze - miejsce całkiem poczesne i pozycję całkiem niezagrożoną, ludzi czytających zdałoby się hołubić, a czule. Bo może to już ostatni, co tak poloneza wodzą? A co będzie, gdy ich w ogóle nie stanie?"

Ocena: 7/10

sobota, 18 października 2014

[87] Boży bojownicy


Blogerka marnotrawna powraca. Strasznie Was przepraszam za tę ponad miesięczną nieobecność. Mój laptop postanowił odmówić współpracy, Blgoger w ogóle na nim nie działał. Na szczęście problemy natury technicznej są już rozwiązane i powoli wracam. Tu i na facebooka. Nie dam chyba rady nadrobić już zaległości u Was, nazbierało się ich zbyt wiele, przepraszam. Postaram się jednak od tego tygodnia zaglądać na Wasze blogi na bieżąco. Dziękuję wszystkim, którzy tu wytrwali. : )


Tytuł: Boży bojownicy

Seria: Trylogia husycka

Autor: Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo: Supernowa

Ilość stron:588


Po genialnym "Narrenturmie" wprost nie mogłam się doczekać ponownego spotkania z Reynevanem i spółką. Zostałam co prawda wcześniej ostrzeżona, że kolejne części "Trylogii husyckiej" są coraz poważniejsze, a atmosfera zagęszcza się w każdym kolejnym tomie, ale nie miałam wątpliwości, że Andrzej Sapkowski z pewnością poprowadzi tę historię nie obniżając poziomu. Nie myliłam się.

Reynevan, Szarlej i Samson na dobre zadomowili się u husytów. Ten pierwszy przekonany jest już niezawodnie, że walczy o słuszną sprawę. Coraz bardziej cenią go też wysoko postawione w husyckiej hierarchii osoby. A i na rozwijanie talentów magicznych Praga wydaje się być miejscem idealnym. Szarlej robi karierę w wojsku, oczywiście zasłużenie. Samson zaś w końcu zyskuje szansę na powrót do własnej postaci. Krótko mówiąc - żyć, nie umierać. Gdy więc obowiązki wzywają na Śląsk, na którym wrogów spotkać łatwo, przyjaciele nie są zbyt zachwyceni. Ich osobiste opinie nikogo jednak nie interesują, gdy w grę wchodzi Vogelsang - tajna grupa wywiadowcza. Czy Renevan będzie w stanie ją zrekonstruować? A co z jego ukochaną, Katarzyną Bieberstain? Czy Samson Miodek znów będzie sobą? Jak zakończy się husycki napad na Śląsk i co zdziałać może Inkwizycja? A przede wszystkim - co planuje Pomurnik?

Akcji jest tutaj o wiele więcej niż w pierwszej części. Rozpędza się już na początku i właściwie nie zwalnia aż do ostatniej strony. Nie ma tu jednak przesady, żadnego nadmiaru, który sprawiłby, że czytelnik gubi się w natłoku wydarzeń. Dostajemy kilka króciutkich chwil oddechu, które tylko potęgują naszą ciekawość. Dodatkowo nawet te krótkie momenty mają swój niepowtarzalny klimat i są opisane w sposób, który wręcz nie ma prawa znudzić.

Niesamowite było kontynuowanie przygody z tymi samymi postaciami, teraz jednak znacznie lepiej znanymi. Nie brakło również i nowych bohaterów, jak członkowie wspomnianego wyżej Vogelsangu. Jest ich trzech, ale każdy ma swoje charakterystyczne cechy, można ich rozróżnić, a jednocześnie mają wiele ze sobą wspólnego, stanowią zwartą, wyróżniającą się na tle innych grupę.
Co do starych ulubieńców, to polubiłam ich jeszcze bardziej. Tajemniczy w pierwszej części Urban Horn stał się kimś nieco mniej tajemniczym, ale nadal diabelnie interesującym, Szarlej wciąż wywołuje na mojej twarzy szeroki uśmiech, a Samson Miodek... Cóż, Samson Miodek jest po prostu genialny. Uwielbiam, kiedy wprawia innych bohaterów (zwłaszcza tych, z którymi styka się p raz pierwszy) w całkowite osłupienie (nie zdradzę jak, jednak uwierzcie mi na słowo - potrafi to zrobić jak nikt inny) bądź zaczyna cytować "Boską komedię" Dantego.

Jeśli chodzi o głównego bohatera, tj. rycerza Reinmara z Bielawy, to muszę powiedzieć, że od poprzedniego tomu dojrzał jak mało kto. Już nie jest aż tak naiwny, teraz zdarza mu się pomyśleć zanim zacznie działać (co z tego myślenia wynika to już inna historia...). Miło jest patrzeć, jak coraz więcej znaczy w szeregach husytów, jak kształtują się jego poglądy, jak powoli (i często boleśnie) zdobywa życiową mądrość. Zdecydowanie warto mu kibicować. Ustatkowały się także jego miłosne zapędy, choć wciąż stanowią niemałą przyczynę problemów.

Co do tych miłosnych zapędów: warto wspomnieć o postaciach kobiecych, których mamy tu nieco więcej niż w poprzedniej części. Na uwagę zasługują szczególnie obydwie panie de Apolda. Ciekawie rozwinął się też wątek  Adeli von Stercza, że nie wspomnę o rewelacyjnej Dzierżce.

Ponownie możemy wręcz delektować się umiejętnościami językowymi Sapkowskiego, idealnie wplecionymi archaizmami, błyskotliwymi dialogami, indywidualnym stylem wypowiedzi każdej z postaci.

Po raz kolejny w tle obserwujemy wojny husyckie. Chociaż właściwie to już nie w tle, ten wątek powoli zaczyna dominować. Możemy przypatrywać się, jak stopniowo rodzi się historia. I - wierzcie lub nie - ta powieść naprawdę może wzbogacić nasza wiedzę historyczną. Dociekliwym radzę też przejrzeć przypisy, gdzie zawarte są przeróżne fakty z okresu wojen husyckich czy wyjaśnienia wykorzystanych w tekście łacińskich senctencji i cytatów.

Jeśli jeszcze nie zauważyliście, że polecam, to... POLECAM. Zwłaszcza tym, którzy lubią powieści z historią w tle. Ciekawe, niebanalne. Inteligentne i z humorem. Polecam raz jeszcze.


Cytat:
" Coraz to o kolejne marzenie jesteśmy ubożsi. A gdy umiera marzenie, ciemność wypełnia miejsce przez nie osierocone. W ciemności zaś, zwłaszcza, gdy do tego jeszcze rozum uśnie, zaraz budzą się potwory."

Ocena: 10/10


Recenzja bierze udział w wyzwaniach:







sobota, 12 lipca 2014

[80] Narrenturm

Czyżbym naprawdę od prawie miesiąca nie dodawała recenzji? Wybaczcie. Najpierw były ostatnie chwile walki o oceny, potem zamieszanie z załatwianiem przeróżnych pierdółek związanych z prawem jazdy, wyjazd na obóz, a następnie solidne przeziębienie. Ale powoli wracam do świata żywych. : )

Tytuł: Narrenturm

Seria: Trylogia husycka

Autor: Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo: Supernowa

Ilość stron: 593


Oj, długo polowałam w miejskiej bibliotece na Narrenturm, pierwszą część "Trylogii husyckiej" mojego ulubionego pisarza. W końcu wpadła w moje łapki. Przyznam, że łapki te otwierały ją nie bez obaw, po smutnej klęsce, którą okazała się ostatnia przeze mnie czytana powieść Sapkowskiego, „Żmija”. „Trylogię husycką” jednak wszyscy zachwalali, a już sam jej opis z tyłu okładki uznałam za genialny, więc  czy lekturę rozpocząć wątpliwości nie miałam żadnych. Jak się okazało, słusznie.

Młody rycerz, Reinmar z Bielawy, zwany Reynevanem, po uszy zakochany jest w Adeli von Stercza. Sądzi nawet, że z wzajemnością. Problem polega jednak na tym, że Adela jest zamężna, a jej szwagrowie są… dość agresywni. Oskarżony przy okazji o herezję (bo na studiach w Pradze zdarzyło mu się i magii  nauczyć) Reynevan musi umykać z Oleśnicy, ścigany przez braci  Stercza i najętych przez nich, dość groźnych, warto dodać, osobników. Zaczyna się pełna przygód, problemów i pościgów podróż, podczas której czytelnik wraz z Reynevanem poznaje coraz to ciekawsze osobistości i przygląda się terenom średniowiecznego Śląska. W tle wojny z husytami – spory religijne, palenie na stosie, przesłuchania Świętego Oficjum i Narrenturm, wieża błazna.

Zacznę od tego, że w „Narrenturmie” wciąż coś się dzieje. Reynevan wpada z jednych kłopotów w drugie, a czytanie o tym jest naprawdę zajmujące. Tu nie ma czasu na nudę. Śląsk Sapkowskiego tętni życiem, nigdy nie wiadomo, na co można się natknąć, bo kto by się spodziewał na przykład w stodole, w zupełnej głuszy, trafić na zebranie szlachty, biskupów i innych liczących się akurat w polityce dotyczące antyhusyckiej krucjaty? Kto by się spodziewał, że główny bohater, posmarowany lotną maścią, trafi na sabat czarownic? Kto by się spodziewał, że siedząc  przy ognisku z Zawiszą Czarnym, spotkać można istotę nie z tego świata?

Skoro już mowa o Zawiszy… „Narrenturm” zaludniają postacie nie tylko fikcyjne, ale również historyczne, takie jak wymieniony wyżej słynny rycerz z Garbowa. W przypadku wojen husyckich Sapkowski trzyma się faktów, umiejętnie wplatając rzeczywistą (sporą w dodatku) historyczną wiedzę pomiędzy zupełnie nieprawdopodobne przygody Reinmara. Dla tych, którzy interesują się historią, a zwłaszcza średniowieczem – pozycja prawie obowiązkowa.

Co do samych postaci są, jak to u Sapkowskiego zwykle bywa, genialne. Począwszy od głównego bohatera, Reynevana. Nie przypomina on co prawda mojego ulubieńca z wiedźmińskiego cyklu, Geralta – to zupełnie inny typ postaci. I przyjemnie było dostrzec, że i z nim autor sobie poradził. Reinmar, choć inteligentny i odważny, jest jeszcze młodziutkim rycerzem, naiwnym jakich mało, a kochliwym, jak chyba nikt inny. Przy tym wszystkim, szalenie jest jednak sympatyczny. Jego romanse, pochopne decyzje i przeróżne pomyłki, ściągają mu na kark coraz więcej wrogów i wplątują go w coraz większe kłopoty. Reynevan jednak na błędach się uczy, tak przynajmniej twierdzi. Nauka szłaby mu znacznie gorzej i boleśniej, gdyby nie jego towarzysz podróży, demeryt, Szarlej. Szarlej jest o wiele bardziej doświadczony, że tak powiem, nie da sobie w kaszę dmuchać. Bystry, nieufny, a niekiedy i dowcipny – świetny kompan dla Reinmara i świetna postać dla czytelnika. Równie dobrze wykreowany jest Urban Horn, choć to mężczyzna o wiele bardziej tajemniczy. Moją sympatię zdobyła też rezolutna szlachcianka, Katarzyna Bieberstein (czy raczej Nikoletta).

Oprócz tego wszystkiego znajdujemy w „Narrenturmie” i wątek fantastyczny, choć rozwija się on powoli. Kim są czarni rycerze? Kim tak naprawdę jest Pomurnik? Czy to słynny demon, uderzający w południe?


Język jest barwny, pełen humoru, a i odpowiedni dla epoki. Niektórych mogą jednak zmęczyć łacińskie wtrącenia, bo nie wszystkie znajdują się w wyjaśnieniach na końcu książki. Błyskotliwy styl Sapkowskiego znów mnie oczarował i sprawił, że pierwszy tom „Trylogii husyckiej” jest rewelacyjną lekturą. Choć, lojalnie Was ostrzegam, że ze względu na zawiłości historyczne, wcale nie lekturą najłatwiejszą. Jeśli więc ktoś do historii odczuwa szczególną niechęć, niech się lepiej za tę książkę nie zabiera. Całej reszcie gorąco polecam. Osobiście z pewnością sięgnę po kolejne części – już nie mogę się doczekac dalszych przygód Reynevana. 


Cytat:
"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."

Ocena: 10/10


Recenzja bierze udział w wyzwaniach:





Nie warto już raczej robić podsumowania czerwca, chcę Was więc tylko poinformować, że najlepszą książką maja została w Waszej ankiecie pierwsza część Opowieści z Narnii C.S. Lewisa - Lew, czarownica i stara szafa. Nowa (uboga, bo i ubogo w czerwcu było z recenzjami) ankieta już po prawej - zapraszam do głosowania! : )


sobota, 18 stycznia 2014

[64] Sezon burz

Tytuł: Sezon burz

Seria: Wiedźmin #8

Autor: Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo:  Supernowa

Liczba stron: 404


Pogłoski o nowym „Wiedźminie” słychać było od dawien dawna i stopniowo wszyscy przestawali w nie wierzyć. Aż tu nagle w internecie pojawia się tytuł, pojawia się opis, pojawia się okładka i rusza przedsprzedaż. Oraz fala komentarzy typu „Sapkowski robi to wszystko dla pieniędzy”, „pewnie zepsuje i będzie pisane na siłę”, „>>Wiedźmin<< to skończona seria, nie można tam już dopisać nic nowego, żeby miało sens”. Mnóstwo ludzi oceniało „Sezon burz” zanim jeszcze został wydany. Sama obawiałam się czy po czternastu latach autor nie wyszedł trochę z formy, ale denerwowała mnie wszechobecna krytyka książki, której wówczas nikt jeszcze nie czytał. Pieniądze? Przecież pisanie to też zawód, oczywiście, że pieniądze się liczą. „Wiedźmin” skończoną historią? Trzymajcie mnie.

Wreszcie „Sezon burz” wpadł w moje ręce i mogę sama go ocenić.

Nie jest to ani prequel ani sequel sagi, choć jego akcja dzieje się jeszcze przed pierwszym tomem opowiadań. Zupełnie jednak nie przeszkadza (a nawet pomaga) przeczytanie najnowszego „Wiedźmina” na samym końcu. To trochę oderwana od głównej osi sagi historia, podobna klimatem do "Ostatniego życzenia" i "Miecza przeznaczenia".

O czym więc to nowe dzieło Sapkowskiego opowiada? Wiedźminowi zostają skradzione jego wiedźmińskie miecze, najważniejszy atrybut i najlepsza broń. Geralt za wszelką cenę próbuje je odzyskać, jednak to okazuje się niezbyt prostym zadaniem. Główny bohater zostaje uwikłany w sprawy czarodziei (w które mieszać się nie ma najmniejszej ochoty) oraz politykę królestwa Kerack, w którym właśnie przebywa (w co również wolałby się nie mieszać). Oprócz tego nawiązuje pewną, bliską zresztą, znajomość z czarownicą zwaną Koral. Czy odzyska swoje miecze? Jak skończy się romans Koral? Czym jest aguara i dlaczego jest tak niebezpieczna?

Przygód mnóstwo, czytelnik na pewno nie będzie znudzony. Akcja wartka, wciąga błyskawicznie, ale można chwilami odetchnąć. Szczerze mówiąc, myślę, że Sapkowski dobrze zrobił, tworząc „Sezon burz” w tym tonie. Przecież Geralt jako wiedźmin musiał przeżyć sporo zanim dotarł do etapu życia opisanego w głównych tomach sagi. Warto to opisać.

Kreacja bohaterów jak zwykle na najwyższym poziomie. Nie chcę Was tutaj zanudzać zbytnimi zachwytami nad Geraltem, którego uwielbiam. Jest taki sam jak w poprzednich książkach: sarkastyczny, nieco zamknięty w sobie, chwilami naiwny, inteligentny i waleczny. Jaskier również nic się nie zmienił: to wciąż zabawny, ale mądry bard, lojalny przyjaciel Geralta. Takich przyjaciół to ze świecą szukać. Jest jeszcze ambitna, władcza czarodziejka Koral, niemniej ambitni inni czarodzieje, uczennica Koral – Mozaik, fałszywi książęta Kerack, dzielny krasnolud i wiele, wiele innych. Co z Yennefer? Fizycznie jest jej w tej części mało, ale przewija się między wierszami non-stop. W taki sposób, w jaki tylko Sapkowski potrafi coś opisać.

Język i styl? Genialne, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, zachwycające. Trochę humoru, tego specyficznego, inteligentnego humoru, który sprawia, że dialogi są niesamowicie wręcz błyskotliwie. Cudne opisy i ballada Jaskra pod koniec.

Całość wypada rewelacyjnie i absolutnie nie odbiega poziomem od poprzednich części przygód Geralta. Chcę więcej, panie Sapkowski, chcę więcej! Tyle jeszcze można opisać! „Historia nie kończy się nigdy” – to zdanie w książce brzmi jak obietnica kolejnych. Nie miałabym nic przeciwko, naprawdę.

Nie, autor nie wyszedł z formy. Nie, poziom "Wiedźmina" nie spadł. Nie, tak nie wygląda historia pisana z przymusu, byle jak. Nie. 

Chyba wiecie, że polecam, prawda?


Cytat:
"Dobrze jest odczuwać strach. Odczuwasz strach, znaczy, jest się czego bać, bądź więc czujny. Strachu nie trzeba pokonywać.Wystarczy mu nie ulegać. I warto uczyć się odeń.

Ocena: 10/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:




sobota, 9 listopada 2013

[56] Żmija

Tytuł: Żmija

Autor: Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo: Supernowa


Tak! Dorwałam w swoje ręce kolejną powieść Sapkowskiego. Niestety, nie osławioną „Trylogię Husycką”, a „Żmiję”. Rezultat? Rozczarowanie. I to przez duże „R”.

Fabuła jest… dziwna. Ale prawda jest taka, że nie zła. Po prostu trudna do ogarnięcia, trzeba bardzo uważnie się wczytać, bo nakładają się na siebie losy kilku osób. Głównym bohaterem jest radziecki żołnierz walczący w Afganistanie lat 80. XXw., Paweł Lewart. W pobliżu zastawy, na której stacjonuje, spotyka dziwną złotą żmiję. Jej wzrok przynosi mu halucynacje, dzięki którym możemy poznać losy brytyjskiego oficera z XIXw. oraz wojownika macedońskiego z czasów Aleksandra Wielkiego. Ich wszystkich łączy żmija. Jak wpłynie na ich losy? Czy Lewart, zwany Paszą, potrafi oprzeć się hipnotyzującemu spojrzeniu złocistych oczu gada? Jak skończy się wojna dla niego i innych?

Zanim przeczytałam tę książkę, spodziewałam się mistrzowskiego stylu Sapkowskiego. Wiecie, poczucia humoru, inteligencji itd. Dostałam mnóstwo fachowych określeń, których nawet już nie chciało mi się szukać w umieszczonym na końcu książki „słowniczku”. Wiemy, że autor jest wykształcony, serio. Nie musi nas o tym przekonywać w co drugim zdaniu, podającym profesjonalne (bądź żargonowe) nazwy rodzajów granatów i min.

Zanim przeczytałam tę książkę, spodziewałam się wartkiej akcji. Dostałam powieść, która chwilami okropnie się dłuży, choć pisana jest raczej jak rozbudowane opowiadanie, bo brak tu podziału na rozdziały.
Zanim przeczytałam tę książkę, spodziewałam się psychologicznie pogłębionych rysów postaci. Dostałam masę żołnierzy, bardzo do siebie podobnych (no, może ze dwóch miało jakieś tam charakterystyczne cechy). Mam tu na myśli także głównego bohatera. Trochę zaczynałam go lubić za jego małomówność i powściągliwość, ale cała jego osobowość w pewnym momencie wyparowała, zastąpiona jedynie fascynacją żmiją.

Żmija wydaje mi się wpleciona do powieści na siłę. Szczerze mówiąc, gdyby to była zwykła powieść wojenna, bez żmii, prawdopodobnie byłaby lepsza.

Ale dość narzekań. „Żmija” ma też kilka plusów. Po pierwsze – zakończenie. Jest typowo w stylu Sapkowskiego – trochę refleksyjne, trochę niedomknięte. Takie jakie powinno być.

Kolejny plus? Sam pomysł na połączenie losów różnych ludzi z różnych epok, walczących na tym samym terenie, ale w różnych czasach, jest świetny. Szkoda, że wykonanie troszkę nawaliło.

Gdzieś tam, pośród tego deszczu wyrażeń wojennych, pośród wizji zsyłanych przez żmiję, widać przebłyski humoru i ironii. Gdzieś tam kryje się dobra powieść. Niestety, strasznie głęboko.

A teraz najważniejsze – przesłanie. Ta książka mówi o bezsensie i okrucieństwach wojny. O losach żołnierzy, którym każe się zabijać – więc zabijają. Każe się walczyć – walczą. Za myślenie można zostać srogo ukaranym. Rozważanie słuszności systemu nie kończy się dobrze. Socjalizm. Totalitaryzm.
Przesłanie zdecydowanie mądre.


Myślę, że jeżeli ktoś interesuje się tematyką wojenną, a równocześnie nie przeszkadza mu wątek fantastyczny, powinien po „Żmiję" sięgnąć. Bo to nie jest zła powieść. Chyba po prostu po genialny „Wiedźminie”, świetnym tomie opowiadań „Maladie” i całkiem niezłym „Świecie króla Artura” czegoś innego spodziewałam się po autorze. 

Mimo wszystko, Sapkowskiego nadal uważam za geniusza. Ale każdemu zdarzają się wpadki. "Żmija" zdecydowanie zalicza się do wpadek. 


Cytat:
"Legendy - uśmiechnął się Astrajos - choć wymyślane, źródło mają w pragnieniach bądź lękach, dwóch siłach, które rządzą światem. Nie zrozumie się legendy, nie rozumiejąc własnych pragnień i lęków. 

Ocena: 5/10

sobota, 27 kwietnia 2013

[33] Świat króla Artura. Maladie.

Tytuł: Świat króla Artura. Maladie.

Autor: Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo: Supernowa


Ze względu na długość utworu i to, że nie jest on powieścią, to będzie chyba najkrótsza z moich recenzji ;)



W szkole uczymy się pisać esej. To ciekawa forma wypowiedzi, ale niezbyt łatwa do napisania, postanowiłam więc najpierw trochę esejów poczytać, zanim napiszę swój. No i po jaki esej mogłam sięgnąć ,jeśli nie po taki, który wyszedł spod pióra wielbionego przeze mnie Andrzeja Sapkowskiego?

„Świat króla Artura” jest… mądry. To pierwsze, co przychodzi mi do głowy w związku z tą książką. Chwilami nawet jest dla mnie zbyt mądra. Zwyczajnie nie ogarniałam tego natłoku informacji i ciekawostek historycznych. Z jednej strony było to wadą (jedyną oczywiście) i spowalniało nieco czytanie, z drugiej – dowiedziałam się mnóstwa nowych rzeczy o legendach arturiańskich. Na pewno zainteresowały mnie tematem rycerzy okrągłego stołu i zachęciły do sięgnięcia po jakieś arturiańskie fantasy (ciekawe czy dostanę jakieś porządne w bibliotece…).

Sapkowski pisze o królu Arturze, wyjaśniając legendę, szukając jej związków z historią i porównując różne wersje. Przyznam, że wcześniej, choć te opowieści wydawały mi się ciekawe (ba! To one przekonały mnie w gimnazjum, że średniowiecze nie jest tak beznadziejną epoką, jak myślałam w podstawówce), nigdy nie szukałam żadnych informacji na ich temat. Tym bardziej zaskoczyło mnie bogactwo postaci i wydarzeń oraz ogrom możliwości interpretacji w historii legendarnego króla Anglii.

Dodatkowo mamy tu cały rozdział o mitologii celtyckiej. Mitologii tak bogatej, że trudno się w niej połapać. Mimo wszystko interesującej.

Całość napisana jest stylem typowym dla eseju. Widać erudycję autora. No i niepowtarzalny humor Sapkowskiego, tą jego ironię.

W książce znajdziemy mapki, z których niewiele rozumiałam, ale to ja. Innym mogą się zapewne przydać, ale ja z mapami mam czasem problemy ; )

Swoją drogą... Nie uważacie, że takie "perełki" warto by było wydać na nowo w ulepszonej szacie graficznej? 

Oprócz eseju o królu Arturze to wydanie zawiera także opowiadanie „Maladie” Nie będę się o nim rozpisywać, bo moją opinię możecie przeczytać w recenzji antologii „Maladie i inne opowiadania” [KLIK]. Powiem tylko, że jest to genialnie przerobiona historia Tristana i Izoldy.

Komu polecam? Miłośnikom legend arturiańskich. I fanom Sapkowskiego. Reszcie raczej nie, moglibyście się nudzić podczas lektury. Chwilami czyta się ciężko. Ale mimo wszystko warto.


Cytat: 
Tak narodziła się tradycja, która towarzyszy ludzkości do dzisiaj: Niecywilizowanych, którzy mordują, trzeba w cywilizowany sposób wymordować. Niech żyje cywilizacja.

Ocena: 8/10

sobota, 5 stycznia 2013

[19] Maladie i inne opowiadania

Tytuł: Maladie i inne opowiadania

Autor: Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo:  Supernowa



Jeśli ktoś nie czytał mojej recenzji „Wiedźmina” to powiem na samym wstępie: Andrzej Sapkowski  moim zdaniem jest genialny. Dobra, przygotujcie się na recenzję pełną „ochów” i „achów”, bowiem wśród moich gwiazdkowych prezentów znalazła się upragniona przeze mnie książka tegoż autora: "Maladie i inne opowiadania”.

„Maladie”  to zbiór opowiadań o różnorodnej tematyce, zupełnie z sobą niepowiązanych. Każde z nich poprzedzone jest komentarzem autora (geneza, anegdoty itp.). Już same komentarze są ciekawe i warte przeczytania.

Teraz parę słów o każdym z opowiadań.

  • Muzykanci

O kotach i innych zwierzakach, ale niekoniecznie pupilach łaszących się do ludzi. O zemście i karze za dręczenie bezbronnych. O muzyce, która, jak mówi przysłowie, łagodzi obyczaje.
Muzykanci to horror, atmosfera grozy jest tu obecna, tym bardziej, że jak to często u Sapkowskiego bywa, nie wszystko od razu rozumiemy. Czytając, czujemy nutkę niepokoju. To dobry horror.

  • Tantadarei!

Główna bohaterka, stroniąca od ludzi, nieładna (jak sama o sobie mówi), Monika wyjeżdża na wakacje do ośrodka wczasowego w pobliżu lasu. Tam poznaje sympatycznego Jacka. Ale nie dajcie się zwieść, ta historia to nie romansidło. Monikę zaczynają dręczyć dziwne sny, dziewczyna odkrywa też domek kobiety, która skrywa niejeden sekret… Kim tak naprawdę jest Jacek? Kim jest sama Monika? Szczerze mówiąc nawet po przeczytaniu „Tantadarei!” jeszcze tego do końca nie wiem, bo tutaj, podobnie jak w „Muzykantach” nie wszystko można zrozumieć i podobnie jak w „Muzykantach” czai się w tym opowiadaniu tajemnicza groza. Choć „Muzykanci” podobali mi się bardziej.

  • W leju po bombie.

Historia nastolatka, który przypadkiem wpadł do leja po bombie. Takiego pecha miał jednak nie tylko on. Akcja dzieje się w Suwałkach podczas nalotu bombowców i nikt tak naprawdę nie wie kto i o co walczy. „W leju po bombie” mówi nam o bezsensie wojny. Podobnie jak „Tantadarei!” nie jest to moje ulubione opowiadanie z tego zbioru.

  • Bitewny pył

To opowiadanie powstało jako żart. Miało imitować fragment powieści, nad którą Andrzej Sapkowski rzekomo wówczas pracował. Naprawdę podziwiam go za to, że nawet w krótkich opowiadaniach potrafi oddać charakter postaci. Tą garstkę ludzi z „Bitewnego pyłu”, walczących w przestrzeni kosmicznej i próbujących za wszelką cenę ocalić własne życie, naprawdę polubiłam i powieść o nich z chęcią bym przeczytała.

  • Złote popołudnie

Alicja z Krainy Czarów z perspektywy kota, wykreowanego przez Sapkowskiego w taki sposób, że już zwierzaka uwielbiam. Opowiadanie również.

  • Zdarzenie w Mishief Creek

Opowieści o czarownicach z Salem inspirowały już wielu pisarzy, nie dziwne więc, że i król polskiej fantastyki się za nie zabrał. I wyszło mu rewelacyjnie. Świetnie skonstruowana fabuła, różnorodne, dobrze opisane postacie. I ostrzeżenie przed niesprawiedliwością, za którą spadnie kara.

  • Spanienkreuz

Zaledwie pięć stron ku pamięci zbombardowanego w 1937r. miasta Guernica. Pięć stron o honorze i jego braku. Pięć stron o wojskowej dyscyplinie.

  • Maladie

„Dzieje Tristana i Izoldy” to beznadziejna lektura. Opowieść Sapkowskiego na jej podstawie wciąga i wzrusza. Narracja prowadzona przez Morholta, według oryginalnej wersji wroga Tristana,  zgrabnie opowiada nam legendarny romans. Historię miłości, bo w „Maladie” młodzi zakochują się w sobie jeszcze przed wypiciem miłosnego napoju i to przynajmniej ma jakiś sens. Nie dziwię się, że jest to ulubione opowiadanie autora. Rzeczywiście jest rewelacyjne.

  • Droga, z której się nie powraca.

Opowieść o czarodziejce Visennie i spotkanym przez nią mężczyźnie, Korinie.  Później, gdy autor zaczął pisać o wiedźminie, wpadł na pomysł, by główni bohaterowie „Drogi” byli owego wiedźmina rodzicami (dość wyrodnymi). Oboje są uparci i pyskaci, czyt. natychmiast zdobyli moją sympatię. Wreszcie klasyczne fantasy, wreszcie świat wiedźmina. A i fabuła ciekawa.

  • Coś się kończy, coś się zaczyna.

Fabuła? Ślub wiedźmina Geralta i czarodziejki Yennefer. Powrót większości ważniejszych postaci z początkowej części wiedźmińskiego cyklu, choć ukazała się jeszcze przed nim.  Jak mówi sam autor: "Jest to niezbity dowód na fakt, że >>wiedźmińska saga<< tworzona była według precyzyjnego planu, nie była, wbrew plotkom, pisana chaotycznie niczym rozgrywka role playing game, a zakończona wtedy, gdy autorowi się nudziło. To opowiadanie zostawiłam sobie na koniec i podobało mi się ono najbardziej, bo choć nie jest żadnym alternatywnym zakończeniem sagi, to cudownie było znów spotkać tych wszystkich bohaterów całych i zdrowych, takie swego rodzaju pożegnanie z tą serią.


Wszystkie opowiadania z tego zbioru mają ze sobą coś wspólnego: genialny styl, błyskotliwe dialogi, sporą dawkę inteligentnego humoru, ciekawą fabułę i intrygujące postacie. Z pewnością sięgnę po tę książkę jeszcze nieraz i Wam także gorąco ją polecam. 


Cytat:
"Och, Ciri, Ciri. Stoisz nad przepaścią, córeczko. Za twoją Mistle nie wystarczy tysiąc śmierci. Strzeż się nienawiści, Ciri, ona żre jak rak."

Ocena: 10/10


piątek, 7 września 2012

[3] Wiedźmin

Tytuł serii: Wiedźmin

Poszczególne części:
  1. Ostatnie życzenie
  2. Miecz przeznaczenia
  3. Krew elfów
  4. Czas pogardy
  5. Chrzest ognia
  6. Wieża Jaskółki
  7. Pani Jeziora

Autor: Andrzej Sapkowski

Wydawnictwo: Supernowa


„Cudze chwalicie, swego nie znacie. Sami nie wiecie, co posiadacie” – mówi stare powiedzenie. Niedawno przekonałam się, ile jest w nim prawdy.
Jakiś czas temu stwierdziłam, że, skoro naprawdę lubię literaturę fantasy, warto zapoznać się z najsłynniejszą rodzimą serią tego gatunku, mianowicie „Sagą o wiedźminie”. Składa się na nią pięć powieści(„Krew elfów”, „Czas pogardy”, „Chrzest ognia”, „Wieża jaskółki” i „Pani jeziora”), pełną całość tworzących jednak dopiero z dwoma zbiorami opowiadań: „Ostatnie życzenie” oraz „Miecz przeznaczenia”. Razem siedem książek.

Już po przeczytaniu pierwszej z nich uznałam, że jej autor, Andrzej Sapkowski , jest geniuszem.

Saga opowiada o wiedźminie Geralcie z Rivii. Szczerze mówiąc, zanim otworzyłam książkę w życiu nie wpadłabym na to, kim tak naprawdę jest wiedźmin. Kiedyś myślałam, że to po prostu czarodziej. Tymczasem w świecie stworzonym przez Sapkowskiego wiedźmin jest mutantem (jak sam o sobie mówi) – człowiekiem poddanym wielu eksperymentom, „zaprogramowanym” by zabijać potwory. Wędruje więc po świecie, uwalnia ludzi od zła itd. Zazwyczaj stroni od mieszania się do wojen i polityki.  Jednak Geralt zostaje wplątany w pewną intrygę, która odmieni losy świata. No, a już na pewno Geralta.

Podczas swoich przygód białowłosy wiedźmin, który, nawiasem mówiąc, okazuje się mistrzem ciętej riposty, spotyka różnych,  mniej lub bardziej przyjaznych mu, ludzi ( i nie tylko).  Podoba się 90 % bohaterek książki, przynajmniej z połową się przespał. Ale tak naprawdę kocha tylko jedną – czarnowłosą czarownicę Yennefer o wybuchowej naturze i wielkim marzeniu, które jest bez szans na realizację. Historia ich związku jest dość… burzliwa. Wiedźmin to bohater odważny, inteligentny i cyniczny, bardzo charyzmtyczny.
Geralt i Yennefer to dopiero początek barwnej galerii postaci. Mamy jeszcze zabawnego i nieco próżnego poetę Jaskra, pyskatą  rozbójniczkę Angouleme, prostą i odważną Milvę, podstępnego czarodzieja Vilgeforza, przemądrzałego wampira Regisa, pewnego Nilfgaardczyka, który twierdzi, że nie jest Nilfgaardczykiem, okrutnego Bonharta, mądrego pustelnika Vysogotę i wiele, wiele innych, m.in. klnące co chwilę krasnoludy (będące w posiadaniu papugi, krzyczącej: „rrrrwa mać”).

Posunę się jednak do stwierdzenia, że to nie Geralt jest głównym bohaterem sagi. Wydaje mi się, że o wiele większą rolę w niej odgrywa Ciri, dziewczynka związana z wiedźminem prastarym prawem niespodzianki, z którą wiąże się większość jego przygód. Ciri, a właściwie Cirillę, poznajemy jako dziesięcioletnią, pyskatą, troszkę rozkapryszoną, choć dzielną księżniczkę. Na naszych oczach dziewczynka dorasta, cierpi i wyrasta na dojrzałą, silną, odważną kobietę, gotową do poświęceń. Sceny z nią, początkowo zabawne, stają się coraz poważniejsze. Wzruszają nas losy dziecka, które dorastało w tak dramatycznych okolicznościach i o którego przyszłości wszyscy chcieli decydować.

Dzieła Sapkowskiego to nie bajka dla dzieci. Zawierają sporo wulgaryzmów (typowo polskich) i kilka scen erotycznych.  Ich tematyka jest dość poważna, a niektóre działania bohaterów okrutne.

Styl, jakim pisana jest ta książka jest po prostu niesamowity, postacie genialnie wykreowane, a fabuła wciągająca i skomplikowana. Tak naprawdę co kilka rozdziałów nasza opinia o niej się zmienia, ze względu na tempo i niejednokrotnie także zawiłość wydarzeń. Umiejętnie wprowadzone retrospekcje odkrywają przed nami coraz to nowe fakty i każą nam przemyśleć wszystko od początku. Do końca trudno jest zrozumieć motywy działania niektórych bohaterów.

Jedyne fragmenty, które ciężko się czyta i które odrobinę zniechęcają do lektury to sceny, w których królowie państw bądź czarodzieje omawiają politykę i strategie wojenne. Natłok nazw i opinii przytłacza czytelników, z których wielu po prostu owe sceny omija. Poza tym niektóre postacie mają n. wieloczłonowe nazwiska, których poprawne wymówienie graniczy chyba z cudem.

Zakończenie ostatniej części jest, delikatnie mówiąc, zadziwiające. Sapkowski zaskakuje czytelnika, serwując nam scenę w rodzaju tych, z którymi rzadko mamy do czynienia w książkach. A przedostatnia scena budzi wiele pytań i wątpliwości. To dobre zakończenie. Mimo wszystko.
Zachwycona książką, obejrzałam kilka odcinków polskiego serialu „Wiedźmin”. I to był mój błąd, bo jedyne, co w tym serialu jest godne uwagi to ścieżka dźwiękowa.
Polecam  książki Andrzeja Sapkowskiego wszystkim fanom fantastyki i nie tylko. Jedna z najlepszych serii, jakie czytałam. Ucząca tego, jak ważne w życiu są uczucia i bliscy nam ludzie. Ucząca tego, by nigdy się nie poddawać i zawsze żyć w zgodzie z samym sobą. Ucząca, co to znaczy być człowiekiem.


Cytat:

„Bo w każdym z nas jest Chaos i Ład, Dobro i Zło. Ale nad tym można i trzeba zapanować. Trzeba się tego nauczyć.”

Ocena: 10/10


Popularne posty

The Hunger Games 32x32 Logo