Harry Potter Broom -->
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUZA SA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUZA SA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 lutego 2015

[95] Więzień Nieba

Tytuł: Więzień Nieba

Seria: Cmentarz Zapomnianych Książek #3

Autor: Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: MUZA SA

Minął prawie rok od mojego ostatniego spotkania z twórczością Zafóna, jednego z moich ulubionych pisarzy, kiedy to czytałam „Grę Anioła”, drugą część z cyklu „Cmentarz Zapomnianych Książek”. Z różnych względów dopiero teraz mogłam zabrać się za kolejną powieść z tej serii, którą tak bardzo się zachwyciłam już przy lekturze „Cienia Wiatru”.

„Więzień Nieba” wydaje się być łącznikiem pomiędzy dwoma pozostałymi częściami tego niepowtarzalnego cyklu. Na pierwszy plan wysuwa się  Ferimn Romero de Torres, którego przygotowania do ślubu z Bernardą zakłóca nagłe pojawienie się pewnej postaci z przeszłości. Staje się to impulsem do opowiedzenia Danielowi Sempere, najlepszemu (o czym wiedzą dobrze czytelnicy „Cienia Wiatru”) przyjacielowi Fermina historii, która łączy większość postaci „Cmentarza Zapomnianych Książek”. Czego dowie się Daniel?

Carlos Ruiz Zafón po raz kolejny stworzył fabułę, w której mnóstwo pozornie niezwiązanych z sobą wątków zaczyna układać się w spójną całość i proces ten znów okazuje się dla czytelnika fascynujący. Pewnych rozwiązań naprawdę się nie spodziewałam i choć w trakcie czytania można się czegoś pomału domyślać, do końca właściwie nie wiadomo, co ten autor wymyślił i jakie właściwie rozwiązanie mają wszystkie te mnożące się zagadki. Nadaje to powieści tajemniczy nastrój, pełen napięcia, niekiedy grozy. Jednocześnie historia niepozbawiona jest sytuacji zupełnie zwyczajnych i codziennych spraw takich jak wieczór kawalerski czy kłopoty małżeńskie. Nie brak tu także humoru, zwłaszcza w niekonwencjonalnych dialogach z udziałem samego Fermina, który wciąż zaskakuje swoimi trafnymi spostrzeżeniami. 

Jeśli już mowa o Ferminie, warto wspomnieć o tym, że kreacja postaci jest na najwyższym poziomie. Każdy jest niepowtarzalny, każdy jest sobą, każdy jest interesujący, a relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami wypadają bardzo wiarygodnie.

Kolejną zaletą tej książki, tak charakterystyczną dla Zafóna, jest opis Barcelony. Miasto odgrywa tutaj naprawdę niebagatelną rolę, stając się niejako jedną z postaci. Tym razem możemy poznać trochę jego historii, a właściwie jej czarniejsze karty. Widzimy Barcelonę ogarniętą wojną, podczas dyktatury generała Franco. Widzimy samowolę władzy krzywdzącej obywateli. Widzimy więźniów politycznych, szantażowanych, torturowanych, przetrzymywanych w okropnych warunkach. Widzimy dobrych i złych i zauważamy, że czasami niewiele dzieli jednych od drugich.


Jeżeli jesteście ciekawi losów Daniela Sempere i jego ojca, jeżeli po lekturze „Gry Anioła” zastanawialiście się, co spotkało Dawida Martina lub jeżeli po prostu szukacie ciekawej, świetnie napisanej książki, która na długo pozostanie w Waszej pamięci – polecam zdecydowanie. Dla mnie to chyba najlepsza część serii.


Cytat:
"Przyszłości się nie pragnie, zasługuje się na nią."

Ocena: 10/10

czwartek, 27 lutego 2014

[67] Gra anioła

Wiem, wiem,miało być w środę, ale to tylko jeden dzień opóźnienia ; )


Tytuł: Gra anioła

Seria: Cmentarz Zapomnianych Książek #2

Autor: Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: MUZA SA

Liczba stron: 605


Carlos Ruiz Zafón to świetny pisarz i odkąd tylko zetknęłam się z jego twórczością, nigdy nie miałam co do tego wątpliwości. Potrafi stworzyć niepowtarzalną atmosferę i słowami wręcz malować obrazy. Ten kunszt najwyraźniej widać chyba w serii „Cmentarz Zapomnianych Książek”. Czy po genialnym „Cieniu wiatru”, „Gra anioła” okazała się równie dobra?

Początkujący pisarz, David Martin, nie ma łatwego życia.  Dość szybko stracił rodziców, nie ma zbyt wiele pieniędzy, pracuje w redakcji czasopisma i jest tam traktowany nieco lekceważąco, bo jest przecież najmłodszy. Jego jedynymi przyjaciółmi są Pedro Vidal (który jednocześnie jest idolem i mentorem młodego Martina) oraz stary księgarz, pan Sempere. Z biegiem czasu talent pisarski chłopaka zostaje zauważony, jednak nie tylko przez zwykłych wydawców. Interesuje się nim także tajemniczy Andreas Corelli. Kim jest ten mężczyzna? Jaki ma związek z człowiekiem, który niegdyś mieszkał w domu, do którego przeprowadza się David? Jak potoczą się losy Martina i jego ukochanej, Cristiny, zawdzięczającej naprawdę wiele Vidalowi?

Zacznę od bohaterów. Zafón po raz kolejny pokazał, że potrafi ich wykreować, co ociupinkę kulało w jego pierwszych powieściach. „Grę anioła” opowiada nam główny bohater. Muszę przyznać, że bardzo, bardzo go polubiłam, zwłaszcza jako już dorosłego, sarkastycznego, zamkniętego w sobie, samotnego mężczyznę. Równie dużą moją sympatię zyskał Pedro Vidal i tu pierwszy, choć niewielki minus powieści. Trochę nie podobało mi się traktowanie Vidala przez Davida w niektórych momentach. Był niewdzięczny, choć don Pedro zawsze go wspierał, sam mając problemy i nie radząc sobie z uczuciami. Było mi naprawdę żal biednego Vidala, na którego zarówno David, jak i Cristina, mogli liczyć. Na szczęście główny bohater w pewnym momencie zrozumiał swój błąd.

Cała reszta postaci wypadła idealnie. Moimi ulubieńcami są tutaj: Isabella (przeurocza, przezabawna, mądra i wrażliwa dziewczyna), stary pan Sempere (ciepły, troskliwy i mądry, z pewną dawką humoru, kochający książki) i jego syn (piekielnie nieśmiały, ale rozsądny i wrażliwy, dla zainteresowanych – ojciec Daniela z „Cienia wiatru”). Andreas Corelli, jako czarny (?) charakter jest tajemniczy, groźny, a jednocześnie w pewien sposób ujmujący. Cała reszta postaci także jest dopracowana.

Akcja, jak to u Zafóna, nie pędzi w zawrotnym tempie, pozwala się zatrzymać, przyjrzeć wszystkiemu dokładnie. A jest czemu się przyglądać – Barcelona wychyla się z kart powieści, przyciągając czytelnika niczym magnes. Cały klimat „Gry anioła” jest przecudowny.

Cudowny jest także język autora (no chyba nie myśleliście, że nie będę się zachwycać…). Już pomijając poetyckie, niezwykle plastyczne opisy, urzekły mnie dialogi, zwłaszcza rozmowy Davida z Isabellą. Są razem tacy zabawni, uwielbiam ich relacje.

Mamy w tej powieści oczywiście i wątek romantyczny. Wpleciony zgrabnie, choć skomplikowany. Tylko zakończenie jakoś tak zgrzyta. Niespecjalnie przypadło mi do gustu. Znaczy, było sensowne, miało pasującą do reszty atmosferę, opisane było świetnie itd. Po prostu, nie wiem, nie wydaje mi się odpowiednie.


„Gra anioła” to opowieść przede wszystkim o samotności i tworzeniu. O prawdziwej przyjaźni, opierającej się na zaufaniu, lojalności, a także – przebaczeniu. O miłości, która każe uszczęśliwiać ukochaną osobę za wszelką cenę, co niekiedy rani innych. O chęci przezwyciężenia śmierci za wszelką cenę. Zdecydowanie warta przeczytania. 


Cytat:
"Błogosławiony ten, którego obszczekują kretyni, albowiem nie do nich należeć będzie jego dusza."

Ocena: 9/10


Recenzja bierze udział w wyzwaniach:



sobota, 4 stycznia 2014

[63] Cień wiatru

Tytuł: Cień wiatru

Seria: Cmentarz Zapomnianych Książek #1

Autor: Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: MUZA SA

Liczba stron: 516

Czytałam już cztery książki Zafóna, dzięki którym szybko znalazł się on w gronie moich ulubionych autorów, jednak dopiero teraz miałam okazję zapoznać się z najsłynniejszą powieścią tego hiszpańskiego pisarza, wychwalanym wszędzie „Cieniem wiatru”. Czy naprawdę jest tak dobra, jak większość mówi?

Powieść rozgrywa się tak naprawdę na podwójnej płaszczyźnie. Pierwsza z nich to lata 40. i 50. XXw., kiedy to młody chłopak, Daniele Sempere, w miejscu zwanym Cmentarzem Zapomnianych Książek znajduje powieść tajemniczego Juliana Caraxa. Zafascynowany lekturą próbuje dowiedzieć się czegoś więcej o jej autorze. Tak oto rozpoczyna się niejako druga historia – pełne sekretów życie Juliana Caraxa i jego przyjaciół w czasie wojny domowej w Hiszpanii.

Akcja rozgrywa się dość powoli, ale powieść z pewnością nie jest nudna. Autor bardzo umiejętnie buduje napięcie, odkrywając tajemnice powoli, jedna po drugiej, prowadząc nas przez zwroty akcji i labirynt łamigłówek do widowiskowego finału.

Przeplatające się historie Daniela i Caraxa łączą się w intrygujący sposób. Choć muszę przyznać, że mimo mojej sympatii do młodego Sempere, który jest sympatycznym, wrażliwym, inteligentnym chłopakiem i jego przyjaciół (m.in. przezabawnego i jednocześnie mądrego Fermina – żebraka o burzliwej historii, komicznej, ale uroczej w swojej naiwności Bernardy, wyrozumiałego ojca i dzielnej Bei)  podczas retrospekcji zdarzało mi się całkowicie zapominać o ich istnieniu, tak bardzo pochłaniało mnie odkrywanie zawiłej historii Juliana – jego wielkiej miłości do Penelope, przyjaźni z wpływową rodziną Aldaya i problemów w rodzinnym domu.

Postacie są doskonale nakreślone, czego czasami brakowało mi w poprzednich powieściach Zafóna, które były krótsze, a ich bohaterowie czasami mieli niezbyt rozwiniętą osobowość. Tutaj jest zupełnie inaczej. Każdy jest inny, każdy coś ukrywa. Nie ma też jednoznacznie złych i dobrych – wszystkich ukształtowało po prostu życie. Choć czarny charakter da się wyodrębnić, jednak i jemu w pewnym momencie historii współczujemy.

Język jest… oj dobra, to Zafón, wiadomo, że język jest rewelacyjny. Mówię serio, stylistycznie jest przepięknie. Uwielbiam opisy tego autora. No a poza tym „Cień wiatru” jest pełen przepięknych cytatów, przez co gdzieś widziałam opinię, że trochę to podobne do Coelho. Może i tak, ale tutaj jest jeszcze coś poza cytatami.

Czytając tę książkę można również niemal poczuć na jej kartach magiczny klimat Barcelony. Widać, że pisanie o swoim rodzinnym mieście wychodzi autorowi najlepiej, bo jego „Marina” miała tę samą wspaniałą zaletę.

Bohaterowie Zafóna nie są idealni. Często dokonują złych wyborów i sami sprowadzają na siebie nieszczęście. Ale przecież błędy są ludzką rzeczą, wszyscy je popełniamy. Nie zawsze ma to jednak tak poważne konsekwencje, ale zdarza się, że pewne decyzje zwyczajnie nas gubią i pociągają za sobą szereg tragedii. „Cień wiatru” idealnie to pokazuje.  


Z pewnością sięgnę po kolejne części serii o Cmentarzu Zapomnianych Książek. Jestem „Cieniem wiatru” absolutnie oczarowana. Wielowątkowa fabuła, niepowtarzalna atmosfera i postacie z krwi i kości, gwarantują kilka przyjemnie spędzonych wieczorów. 


Cytat:
"Śmierć ma w sobie coś takiego, że w każdym wzbudza wrażliwość. Stojąc przy trumnie, wszyscy widzimy tylko to, co dobre, lub to, co zobaczyć chcemy."

Ocena: 10/10

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:


sobota, 21 września 2013

[49] Marina

Tytuł: Marina

Autor: Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: MUZA SA


Pamiętacie moje poprzednie recenzje książek Zafóna? Zawsze się nimi zachwycałam, choć ostatnio przeze mnie przeczytana książka tego autora (tj. „Światła września”) trąciła już pewnym utartym schematem. Bałam się bardzo, że przy „Marinie” będzie to jeszcze bardziej odczuwalne. Na szczęście moje obawy się nie sprawdziły.

Sam autor pisze w przedmowie, że „Marina” jest jego dziełem, które darzy największym sentymentem. I chyba rozumiem dlaczego.

Fabuła jest, jak to u Zafóna, świetnie skonstruowana. Wciąga błyskawicznie. Akcja mknie do przodu i im dalej czytamy, tym trudniej nam odłożyć lekturę.

Nastoletni Oskar mieszka w szkole z internatem. Z rodziną nie ma kontaktu prawie wcale, tak naprawdę ma tylko jednego przyjaciela i często czuje się samotny. Wszystko się zmienia, gdy podczas jednego ze swoich zwykłych spacerów po starych zakątkach Barcelony postanawia zwiedzić pewien z pozoru opuszczony dom. Niebawem poznaje jego mieszkankę Marinę – rówieśniczkę, która bardzo mocno go fascynuje. Wspólnie natrafiają na trop zagadkowej historii pewnej damy w czerni. Kim jest ta kobieta? Czy można jej pomóc? Co łączy ją i starą oranżerię wypełnioną przerażającymi kukłami? Jaką rolę ogrywa w tej historii dziwny album pełen zdjęć ludzi o zdeformowanych ciałach?

Oskar to chłopiec z krwi i kości. Popełnia błędy, nawet sporo, bywa naiwny i impulsywny. Jest też jednak wrażliwym, inteligentnym nastolatkiem, poszukującym swojego miejsca na świecie. Jest naprawdę bardzo prawdziwy. Marina z kolei wydaje się nieco nierzeczywista, ulotna odrobinę, ale nie szkodzi to powieści. Wręcz przeciwnie. Ta nad wiek dojrzała, obdarzona bujną fantazją, mądra dziewczyna idealnie wpasowuje się w klimat tej historii. Podobnie jak jej staroświecki ojciec o nienagannych manierach, który dla Oskara staje się największym autorytetem. Relacje między tymi trzema postaciami są doskonale opisane i sprawiają, że czytelnik momentalnie się do tych bohaterów przywiązuje.

„Marinę” poznajemy z punktu widzenia Oskara, który jest narratorem powieści. Pozwala nam to wczuć się w przeżywane przez niego przygody.  Przepiękne opisy jeszcze nam to ułatwiają, choć muszę przyznać, że chwilami albo autor przesadził z udziwnieniami, albo (co chyba bardziej prawdopodobna) tłumacz zaszalał, bo spotykamy takie kwiatki jak „pień wypełniony napisami”. ]

Znów odczułam tajemniczy klimat i grozę powieści, które tak mi się podobały w „Księciu mgły”.
Jak już wspomniałam, bałam się schematyczności, jednak, mimo, że trochę jej było, nie zaszkodziła całości.
„Marina” to książka bardzo mądra i jakby dojrzalsza od poprzednich trzech powieści Zafóna, które czytałam. To nie tylko opowieść o przyjaźni, miłości, marzeniach (spełnionych lub nie), samotności i autorytetach. „Marina” uczy, że wszystko w życiu ma swój czas i  że nie powinno się ingerować w prawa natury. Mówi o rzeczach trudnych: o śmierci i przemijaniu. Ostrzega przed próbami zmieniania losu. Pokazuje, że jest on nieuchronny.
Wzruszające zakończenie dopełnia tę historię w taki sposób, że lepiej chyba się nie da.


Polecam wszystkie książki Zafóna. „Marinę” szczególnie.  


Cytat:
"Ocean czasu - chcemy czy nie - zawsze zwraca nam to, co w nim kiedyś pogrzebaliśmy"

Ocena: 9/10

sobota, 25 maja 2013

[37] Światła września

Tytuł: Światła września

Autor: Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: MUZA SA


„Światła września” to już moje trzecie spotkanie z twórczością  Carlosa Ruiza Zafóna. Trzecie udane spotkanie.

Wdowa Sauvelle wraz z dwójką dzieci (Irene i jej młodszym bratem Dorianem) przeprowadza się do Błękitnej Zatoki. W tej spokojnej posiadłości mieści się Cravenmoore, rezydencja ekscentrycznego fabrykanta zabawek, Lazarusa. To właśnie w niepokojącym, pełnym mechanicznych zabawek Cravenmoore pani Sauvelle ma rozpocząć pracę.

Jak będzie wyglądało życie rodziny w nowym miejscu? Czy wszyscy się tu odnajdą? Morderstwo, Cień, mechaniczny anioł, który wydaje się obdarzony własną, upiorną duszą  - to tylko niektóre z wyzwań czekających na nastoletnią Irene. Na szczęście, dziewczyna nie jest w tym sama. Poznaje bowiem rok starszego od siebie chłopaka, Ismaela. Wspólnie  odkryć prawdę o Lazarusie.

Przyznam, że zarówno „Książę Mgły”, jak i „Pałac Północy” wydają mi się ciekawsze. Klimat „Świateł września” nie jest już tak niesamowity. Może odnoszę takie wrażenie, bo przeczytałam go jako ostatni, a z tamtymi powieściami wiele go łączy? Fabuła jest bowiem chwilami schematyczna i Zafón już tak nie zaskakuje.

Nie znaczy to, że jest źle. Akcja się nie wlecze, jest sporo tajemnic do rozwiązania i, szczerze mówiąc, rozwiązać je nie tak łatwo. Mamy tu kilka retrospekcji, zresztą, z retrospekcji ukazana jest cała powieść, ujęta w ładną klamrę. Pierwszy rozdział to list Ismaela do Irene (list pisany po latach), ostatni zaś – list Irene do Ismaela.  Myślę, że ten zabieg jest świetny.

Wątek romantyczny ukazany jest w pełen uroku sposób. Ba! Jakby się uprzeć to można dostrzec dwa wątki romantyczne: ten, pomiędzy dwojgiem nastolatków, jeszcze nieśmiały i ten, pomiędzy dorosłymi ludźmi po przejściach – chyba jeszcze bardziej nieśmiały i ostrożny.

Postacie są z krwi i kości. Odważna Irene, lubiący samotność Ismael, gadatliwa Hannah i zamknięty w sobie Dorian naprawdę dają się lubić. Dorośli również. Intryguje mnie Lazarus ze wszystkimi swoimi tajemnicami, podziwiam panią Sauvelle za jej troskę o rodzinę, upór i wytrwałość.

Po raz pierwszy u Zafóna nie mam problemów z dialogami, są zupełnie naturalne. Co do opisów – jak zwykle urzekają.

Przyznam, że niektóre fragmenty, które w zamierzeniu miały być chyba mroczne, wypadły przekonująco. W napięciu czytałam o dziwnych machinach wypełniających Cravenmoore. Brrr! Nie chciałabym tam wejść w nocy.

„Światła września” to warta przeczytania powieść, z wartką akcją i zaskakującym (i odrobinkę wzruszającym) zakończeniem. Mimo odrobinki schematyczności, jest wciągająca (do tego stopnia mnie wciągnęła na matematyce, że przestraszyłam się nauczyciela, który nagle wyrwał mnie do tablicy xD).  Ma świetny klimat. Doskonale pokazuje zawiłości relacji międzyludzkich.  Polecam wszystkim!


Cytat:
"Sama się pani przekona, moja droga Simone, że jedyny morał, jaki można wysnuć z tej historii, tak jak i z każdej innej, brzmi: w prawdziwym życiu, w odróżnieniu od fikcji, nic nie jest tym, czym się wydaje..."

Ocena: 7/10

niedziela, 19 maja 2013

[36] Pałac Północy

Tytuł: Pałac Północy

Autor: Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: MUZA SA



Po przeczytaniu „Księcia Mgły” Carlosa Ruiza Zafóna  obiecałam sobie, że sięgnę także po inne książki tego pisarza, toteż z „Pałacem Północy” zapoznałam się bez wahania.

Książka opowiada historię szesnastoletniego Bena, wychowanka sierocińca St. Patrick’s z Kalkuty. Wraz z kolegami (i koleżanką) z tej placówki, założył on stowarzyszenie Chowbar Society. Jego członkowie przyrzekli sobie wspierać się nawzajem. 

Ostatniej nocy istnienia Chowbar Society (Ben i jego przyjaciele wkraczają w wiek dorosły, muszą więc opuścić sierociniec) na jego zebranie do opustoszonego budynku, zwanego (od pory spotkań) Pałacem Północy, zostaje zaproszona Sheere. Szesnastolatka opowiada tragiczną historię swojej rodziny. Nowi przyjaciele obiecują pomóc dziewczynie rozwikłać tajemnice przeszłości. Nie mają jednak pojęcia, w co tak naprawdę się wplątują.

Akcja naprawdę wciąga. Zagadki się mnożą, a odpowiedzi na nie nagle okazują się niewłaściwe. Kim jest ognista zjawa, człowiek sam siebie nazywający Jawahalem, okrutny morderca? Czego chce od Bena i Sheere? Jaki związek ma z tym pożar dworca i pociągu pełnego dzieci, tragedia sprzed lat? Czym są łzy Śiwy i czy kiedykolwiek spadną jeszcze na Kalkutę?

Zafón po raz kolejny stworzył powieść o wyjątkowym klimacie, choć „Książę Mgły” bywał bardziej… niepokojący. A może po prostu to mnie bardziej przeraża ruchomy posąg clowna w starym ogrodzie niż płonący pociąg widmo? Pomysły autora w żadnym wypadku się nie wyczerpały. Makabryczna intryga Jawahala jest świetnie opisana i dopracowana w najmniejszych szczegółach.

Bohaterów mamy w „Pałacu Północy” całkiem sporo. Każdy z nich jest inny, każdy czymś się wyróżnia, chociaż w przypadku postaci drugoplanowych jest to mniej zauważalne. No i Sheere… nie wiem czemu, ale ta dziewczyna jest jakaś taka nijaka. Ot, zwykła sobie nastolatka. Jak na jedną z głównych bohaterek książki to niewiele ma osobowości. W przeciwieństwie do Bena, który jest odważny, nieprzewidywalny, dla przyjaciół zrobi wszystko. Sam autor opisuje go jako „…kufer bez dna, pełen niespodzianek i tajemnic, pełen świateł i cieni”.  Uwielbiam Bena. I uwielbiam ten opis Bena. Sympatyczny jest także Ian, Bena najlepszy przyjaciel. Niezwykle ciepła postać to dyrektor sierocińca, Thomas Carter, odznaczający się wzruszającą troską o wychowanków.

Językowo jest świetnie. Choć dialogi bywają zbyt poważne i nie pasują do prowadzących je nastolatków, to rewelacyjne opisy wszystko rekompensują. Niby długie, ale nie przeciągają się, nie nudzą. Są idealne. Pełne metafor i porównań. Cóż, Zafón właśnie dołącza do grona moich ulubionych autorów.

W powieści możemy znaleźć kilka retrospekcji, uchylających kolejno rąbka tajemnicy. Oprócz tego trzy rozdziały mają formę wspomnień Iana. Chłopak wprowadza nas do historii, przedstawia bohaterów i zamyka opowieść. Te rozdziały były moim zdaniem najlepsze.

„Pałac Północy” to jednak nie tylko historia o złowrogim mordercy, o ognistej zjawie i walce z nią. To także nie kolejna książka o dzieciach ratujących świat od zła. To powieść mówiąca o życiowych trudnościach, o wpływie różnych wydarzeń na nasze życie, o potworach ludzkiego umysłu. Przede wszystkim zaś o przyjaźni, która trwa do końca, choć pozornie jej więzy dawno się rozerwały. O wspomnieniach wciąż w nas żyjących i dorastaniu.

Polecam. Ja z pewnością przeczytam jeszcze nie raz.


Cytat:
"Dorosłość nie jest niczym więcej niż odkrywaniem, że wszystko, w co wierzyłeś, kiedy byłeś młody, to fałsz, a z kolei wszystko to, co w młodości odrzucałeś, teraz okazuje się prawdą."

Ocena: 8/10

niedziela, 27 stycznia 2013

[21] Książę mgły

Tytuł: Książę mgły

Autor: Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: MUZA SA



Carlos Riuz Zafón to autor znany przede wszystkim z „Cienia wiatru” i „Gry anioła”. Żadnej z nich jednak nie czytałam, zetknęłam się za to z debiutancką powieścią tego autora, adresowanym (w przeciwieństwie do wyżej wymienionych) raczej do młodzieży „Księciem mgły”.

Książka opowiada o trzynastoletnim Maxie Carverze, którego rodzina z powodu wojny przeprowadza się do małego miasteczka nad brzegiem morza. Chłopiec nie jest zadowolony z tego, że musi opuścić miejsce, w którym mieszkał od urodzenia. W nowym domu dzieją się dziwne rzeczy. Podejrzany kot zyskuje sympatię ośmiolatki Iriny, młodszej siostry Maxa, wskazówki dworcowego zegara chodzą do tyłu, a za domem znajduje się dziwny ogród posągów.

Max szybko poznaje nowego przyjaciela. Siedemnastoletni Roland opowiada mu miejscową legendę o Księciu Mgły – czarowniku, którego statek zatonął niedaleko plaży. Mówi też młodszemu koledze  o historii domu, do którego się przeprowadzili. Należał on do doktora Fleishmanna. Długo wyczekiwany syn doktora, mały Jacob, zatonął wiele lat wcześniej. Jego śmierć skrywa jednak pewną tajemnicę… Czy stary latarnik pomoże chłopcom w jej odkryciu? Czy nurkowanie w pobliżu wraku okrętu jest bezpieczne? Czy kot Iriny jest zwyczajnym zwierzęciem? Kto nakręcił filmy znalezione w piwnicy?

Tajemnic w tej powieści jest sporo, przez co nie można się od niej oderwać. Czytałam ją chyba dwa czy trzy razy i jak na razie mi się nie znudziła. Ma niepowtarzalny klimat. Zafón świetnie buduje napięcie i potrafi zaciekawić czytelnika.

Językowo jest… w porządku. Jak na debiut, naprawdę dobrze. Chwilami gubiłam się co prawda w opisach akcji, a dialogi bywały jak na nastolatków zbyt sztywne, ale poza tym nie mam zastrzeżeń.

Postacie są sympatyczne, większość z nich polubiłam. Rezolutny, niezwykle dojrzały jak na swój wiek Max, jego zamknięta w sobie starsza siostra, Alicja, zaradny Roland i jego przyszywany dziadek – latarnik, skrywający wiele tajemnic. No i przesadnie entuzjastyczny pan Carver. Jego chyba nie można nie polubić, pojawienie się tego bohatera, zawsze wzbudza pobłażliwy uśmiech na mojej twarzy.

Mamy tu wątek romantyczny między Rolandem i Alicją oraz opowieść o rodzeństwie, mieszkającym przecież razem przez całe życie, a nie będącym ze sobą zbyt blisko. Dopiero traumatyczne przeżycia scalają brata i siostrę.

„Książę mgły” to wciągająca książka o zaskakującym i przejmującym zakończeniu. Z całą pewnością warto ją przeczytać. 


Cytat:
"(...)pewne obrazy z dzieciństwa zostają w albumie pamięci wyryte niczym fotografie, niczym sceneria, do której człowiek zawsze wraca pamięcią, choćby upłynęło nie wiadomo jak wiele czasu."

Ocena: 7/10

Przepraszam za to małe, jednodniowe opóźnienie.

Popularne posty

The Hunger Games 32x32 Logo