Poszczególne części:
- Igrzyska Śmierci
- W pierścieniu ognia
- Kosogłos
Wydawnictwo: Media Rodzina
„Igrzyska śmierci” polecało mi już kilka osób, więc w końcu
postanowiłam sięgnąć po tę książkę. I bardzo dobrze, bo inaczej średnio
zrozumiałabym film, który obejrzałam później, a który (jak to zwykle bywa)
pomimo że niezły, od książki o wiele gorszy. No, ale odbiegam od tematu.
Napisy z tyłu okładki (oprócz może dwóch zdań) raczej mnie
do przeczytania książki nie zachęciły. Kolejne porównanie do Harry’ego Pottera,
wyznanie Stephenie Meyer, że „wzięła książkę do restauracji, ukryła ją pod
stołem i czytała podczas kolacji”. Nie,
nie żartuję. Autorka „Zmierzchu” naprawdę napisała coś takiego. Okładka mi się
spodobała. W miarę prosta, nowoczesna. Oddaje charakter książki. (Mowa o tej
starszej wersji okładki, nie tej nowej, „przedobrzonej”).
„Igrzyska śmierci” opowiadają o szesnastoletniej Katniss
Evardeen. Poznajemy główną bohaterkę i jej życie w Dwunastym Dystrykcie,
najbiedniejszym rejonie futurystycznego państwa Panem. Katniss jest
jednocześnie narratorką książki. Dzięki niej dowiadujemy się o okrutnych rządach
Kapitolu i organizowanych przez niego co roku Głodowych Igrzyskach – walce na
śmierć i życie, do której wyznaczona jest młodzież od dwunastego do
osiemnastego roku życia. Jeden chłopak i jedna dziewczyna z każdego dystryktu.
Dwadzieścia cztery osoby. Tylko jedna może przeżyć.
Sama powieść jest moim zdaniem genialna. Oryginalność i
pomysłowość autorki już na samym początku robią na mnie olbrzymie wrażenie.
Państwo Panem intryguje od pierwszych stron. Dialogi, opisy akcji, fabuła –
wszystko na naprawdę wysokim poziomie. Kolejnym atutem „Igrzysk Śmierci” są
rewelacyjnie wykreowane postacie. Rzadko zdarza się, by główny bohater był jedną z moich ulubionych
postaci. Katniss jest jednak silna,
odważna i stanowcza. Dla dobra swojej rodziny zrobi wszystko. W dodatku nigdy
się nie poddaje. Kolejne ciekawe postacie to Rue (kurde, czemu ona musiała
zginąć?), Cinna ( czyżby jedyny sympatyczny mieszkaniec Kapitolu?) i… wiecznie
pijany Haymitch. Nie żartuję, naprawdę bardzo lubię tą postać.
Jedna rzecz mnie w tej książce irytowała. Mianowicie
narracja w czasie teraźniejszym. Denerwująca co prawda tylko na początku,
później się przyzwyczaiłam. Taki jeden, malutki nic nie znaczący minusik.
Nie będę się zbytnio rozpisywała o kolejnych dwóch tomach
trylogii. Opowiadają one o powstaniu dystryktów i wojnie z Kapitolem. Dochodzi
kilka kolejnych, rewelacyjnych postaci (np. uwielbiany przeze mnie Finnick)
oraz momentów, w których wściekamy się na autorkę za zabicie niektórych naszych
ulubieńców. Cóż, happy-end jest, ale nie całkowity. Może to i dobrze. Zło
zostało pokonane, ale konsekwencje niektórych działań są nieodwracalne. Takie
dodatkowe przesłanie oprócz tego głównego, antywojennego.
Polecam „Igrzyska śmierci” każdemu.
Cytat:
„W oddali łąki, wejdźże do łóżka, Czeka tam na cię z trawy poduszka,
Skłoń na niej główkę, oczęta zmruż,
Rankiem cię zbudzi słońce, twój stróż.
Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu.
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham cię.”
Ocena: 10/10
