Harry Potter Broom -->

niedziela, 16 grudnia 2012

[17] GONE. Faza pierwsza: Niepokój

Tytuł: Faza pierwsza: Niepokój

Seria: GONE: Zniknęli #1


Autor: Michael Grant

Wydawnictwo: Jaguar



Po „Gone” sięgnęłam zachęcona pochlebnymi recenzjami, na które natrafiłam w Internecie. I… Dziękuję wszystkim, którzy te recenzje pisali. Dzięki Wam poznałam kolejną świetną serię. 

Opowiada ona o obszarze oddzielonym od świata dziwną barierą. Obszarze, z którego pewnego dnia znikają wszyscy powyżej piętnastego roku życia. Zostają dzieci i muszą jakoś żyć dalej. Ten obszar to ETAP – Ekstremalne Terytorium Alei Promieniotwórczej. W jego centrum znajduje się stara elektrownia. To prawdopodobnie tam wszystko się zaczęło...

Życie w ETAPie nie jest proste. Nastolatki nie są przygotowane do samodzielnego życia. A trzeba coś jeść, pić, opiekować się maluchami i poradzić sobie z tęsknotą za bliskimi. Najlepiej byłoby też odkryć, co spowodowało zniknięcie wszystkich dorosłych. Chaos jest wszechobecny. Pozbawieni nadzoru chuligani szybko dają się we znaki pozostałym mieszkańcom miasteczka Perdido Beach. Nikt nad tym wszystkim nie panuje. W dodatku mają miejsce dziwne mutacje – zarówno u ludzi jak i u zwierząt. Pojawiają się latające węże i mówiące kojoty, a niektóre dzieciaki zyskują dodatkowe moce – panowanie nad grawitacją, niewidzialność, teleportacja, strzelanie ogniem z dłoni itp. Do tego wszystkiego nad mieszkańcami ETAPu wisi niepokój, że w dniu swoich piętnastych urodzin oni również znikną. 

Sam Temple, główny bohater, ma już prawie piętnaście lat. To skromny, inteligentny chłopak, posiadający spore zdolności przywódcze. Dzięki bohaterskiej akcji i zachowaniu zimnej krwi, pozostałe dzieci darzą go zaufaniem. Choć niechętnie, chłopak zaczyna czuć się odpowiedzialny za ich los. Jednak zaprowadzić porządek w tej dziwnej nowej rzeczywistości nie jest łatwo, a już z pewnością nie ułatwiają tego uczniowie Coates Academy – szkoły dla trudnej młodzieży, którzy szybko zdobywają władzę w mieście. Ich rządy są bezlitosne. 

W „Gone” występuje mnóstwo bohaterów. Polubiłam zwłaszcza Sama oraz Genialną Astrid o nieprzeciętnej inteligencji i ogromnych pokładach cierpliwości w stosunku do jej pięcioletniego, cierpiącego na autyzm braciszka, Pete’a. Ten chłopiec o silnych zdolnościach teleportacyjnych wydaje się być w jakiś dziwny sposób powiązany z ETAPem. 

Sympatię wzbudzają także Edilio oraz Lana, która jest typem samotniczki, a jej najlepszy towarzysz to pies Patrick.  Na podziw zasługuje też moi m zdaniem Mary, opiekująca się przedszkolem. Nie cierpię za to Quina, najlepszego przyjaciela Sama z czasów przed ETAPem. Irytował mnie jak nikt inny, nawet okrutni Caine i Drake, złośliwa Diana oraz cała reszta bandy z Coates czy osiłek Orc i podlizujący mu się Howard, bo oni byli po prostu przedstawieni jako ci źli, podczas gdy autor chyba stara się, byśmy kibicowali Quinowi, pomimo że popełnia on tyle głupot i potrafi zdradzić przyjaciół. Ogólnie postacie są świetnie wykreowane, każdy jest zupełnie inny. Historię poznajemy z różnych punktów widzenia, co jest interesującym zabiegiem. 

Język Michaela Granta jest prosty, ale nie prymitywny. Akcja jest wartka, przynajmniej w drugiej połowie książki. Przez pierwsze sto stron powieść zapowiada się średnio, ale radzę się nie zniechęcać  - dalej jest coraz lepiej. Problematyka dość interesująca. Jak samodzielne mogą być dzieci? Jak zachowują się ludzie wobec siebie, gdy przychodzi im walczyć o przetrwanie? Jak zapanować nad społeczeństwem kompletnie nieprzystosowanym do życia bez dorosłych? Jak odnaleźć się w nowych warunkach i sytuacji?

Jak chyba w każdej książce młodzieżowej, tak również w „Gone” występuje wątek romantyczny. Jest on jednak przedstawiony w sposób naturalny i, co ważne, nie wysuwa się na pierwszy plan. 

Z przodu książki mamy dwie mapki: Perdido Beach oraz całego Etapu. Bywają przydatne. Okładka... no cóż, nie najwyższych lotów, według mnie - nie lubię ludzi na okładkach. 

Krótko mówiąc – „Gone. Faza pierwsza: niepokój” to świetna książka dla wielbicieli opowieści z dużą ilością akcji i bohaterów. I nie tylko dla nich. Polecam wszystkim.


Cytat:
"Świat jest taki, jakim go uczynimy. Ale myślę też, że czasami możemy prosić Boga o pomoc, a On pomoże. Czasami mi się wydaje, że siada i mówi: "Jejku, co te głupki teraz wyprawiają, chyba lepiej trochę im pomóc"

Ocena: 8/10

Przepraszam za to małe, jednodniowe opóźnienie. I za brak Top 10 w tym tygodniu. Powód? Nauczyciele chyba zauważyli, że nie ma z czego wystawiać ocen semestralnych i w szkole nawał sprawdzianów. Poza tym... ogarnęło mnie już przedświąteczne lenistwo : )

sobota, 8 grudnia 2012

[16] Dzieje Tristana i Izoldy

Tytuł: Dzieje Tristana i Izoldy

Autor: Joseph  Bedier

Wydawnictwo: GREG



Wyjątkowo zrecenzuję szkolną lekturę. Nie, żebym nie miała o czym pisać, ale… dobra, nie mam o czym pisać. Ostatnio brakuje mi czasu na jakieś fajne książki. Poza tym żadna lektura już długo tak mnie nie zirytowała. Przygotujcie się więc na krótką recenzję pełną narzekań.

Biorę na celownik romans rycerski, „Dzieje Tristana i Izoldy” odtworzone przez J. Bediera. Podobno piękna historia o miłości silniejszej niż śmierć. Podobno romans wszechczasów. No właśnie – podobno…

Głównymi bohaterami tej opowieści są… tak, zgadliście, Tristan i Izolda. On jest zdolnym, inteligentnym, odważnym, przystojnym i tak dalej młodzieńcem (ideał niczym zmierzchowy Edłord). Wychowywany przez przyjaciela ojca, na skutek wielu okoliczności trafia na dwór swojego wuja, Marka i odtąd tam mieszka. Królowi potrzeba żony i Tristan zostaje po nią wysłany. Izoldę wygrywa w pojedynku (mogłabym się czepiać uprzedmiotowiania kobiety, ale sobie odpuszczę, takie były realia epoki). Matka dziewczyny przygotowuje wywar miłosny dla niej i Marka (cóż za brak wiary w urok króla), jednak przez pomyłkę podczas podróży wypijają go Izolda z Tristanem. I kwitnie ta ich niewłaściwa, zdradziecka „miłość”.

Właśnie nazywania skutków jakiegoś eliksiru „miłością” nie mogę przetrawić. Wiem, wiem, elementy fantastyczne i tak dalej. Ale ja nie przywykłam do takich książek. Eliksir miłosny kojarzę wyłącznie ze sceną, w której zażył go Ron w „Harrym Potterze” (uwielbiam tą scenę : D). Nigdy chyba nie zrozumiem, że można to nazwać prawdziwym uczuciem. Ludzie! To były czary, a nie żadna miłość. Namiętność, może. Ale nie miłość!

Ponadto nie cierpię głównych bohaterów, a narrator usilnie trzyma ich stronę, niezależnie od tego, co by zrobili. Tristana jeszcze jakoś trawię, choć w scenie, gdy uczy psa cicho polować, bijąc go, mam ochotę sama mu przyłożyć. Ale Izolda, gdy, bojąc się o swój sekret, nakazała sługom zabić najlepszą przyjaciółkę, po czym rozpaczała i wyzywała ich od morderców, zdrowo przegięła. Ja rozumiem, że kobieta zmienną jest, ale bez przesady! Czuję się jak osoba pozbawiona uczuć, ale nie było mi żal tej dwójki ani przez chwilę. 

Przepraszam, ale nie trafia do mnie tłumaczenie, że tą książkę należy odbierać jako baśń itp. Nie i już!

Realia epoki ukazane co prawda dobrze, reszta postaci nie aż taka zła (chociaż dobra wcale). Język znośny, dialogi… no typowe dla szkolnej lektury. Technicznie jest dobrze. Gdyby tylko wyciąć fabułę…

No i ja się pytam: co ta książka robi w kanonie lektur szkolnych?! Nie powinna przypadkiem przekazywać nam jakichś wartości? A tu jakie mamy? Albo masz chłopaka albo przyjaciółki czy co? Odurz się eliksirem to się zakochasz?

Mam wrażenie, że część lektur powstała po to, żeby zniechęcić ludzi do czytania książek. 

Nie polecam. A jak już będziecie to omawiać  - łączę się w bólu.


Cytat:
"Szaleństwo to nie odwaga"

Ocena: 3/10



środa, 5 grudnia 2012

Top 10: Ulubione postacie męskie w literaturze (dorosłe)


Dziś pora na... Ulubione postacie męskie w literaturze  (dorosłe)!

Ranking najlepszych postaci męskich, podobnie jak kobiecych podzieliłam na dwie części (dorośli i młodzież). Oto pierwsza z nich:

1. Severus Snape
z "Harry`ego Pottera"


Snape jest chyba najlepszą postacią z HP. Tajemniczy, groźny, inteligentny, skryty. Z twarzą pozbawioną wszelkich emocji. Do końca ciężko jest określić motywy, które nim kierują, aż do ostatniej części nie wiemy, po której tak naprawdę stoi stronie. Jego historia wzrusza i ukazuje go w zupełnie innym świetle.
No i aktorsko w filmie wypadł rewelacyjnie.


2. Geralt 
z "Wiedźmina"



Wstawiam znaleziony na deviantarcie obrazek, a nie zdjęcie, bo jak widzę jakiekolwiek postacie z ekranizacji to aż brak mi słów. Geralt jest... pełen sprzeczności. To w gruncie rzeczy płatny morderca (na potwory), ale bezmyślnie nie zabija. Ma polować na potwory, twierdzi, że od polityki trzyma się z daleka, ale, choć nie z własnej woli, odgrywa w niej znaczącą rolę. Jest okrutny, a jednocześnie szlachetny i honorowy. Twierdzi, że ludzkich uczuć nie posiada, ale za Ciri i Yennefer gotów jest zrobić wszystko. Kocha tylko jedną kobietę, ale kocha się z... no, z pewnością z więcej niż jedną xD I jest mistrzem ciętej riposty.


3. Syriusz Black
z "Harry'ego Pottera"


Syriusz (nazywany też Łapą) siedział niewinnie w więzieniu przez 13 lat. Jako jedynemu udało mu się uciec, co dowodzi jego sprytowi i inteligencji. Jest indywidualistą, potrafi wyłamywać się ze schematów. Ma ogromne poczucie humoru, nigdy się nie poddaje. Lojalny wobec przyjaciół, okrutny wobec wrogów. Potrafi zamieniać się w psa (nie wiem, jak według was, ale moim zdaniem ta umiejętność to +10 do fajności :D)


4. Jaskier
z "Wiedźmina"


Jaskra uwielbiam za jego poczucie humoru. Za to, że przy niemal wszystkich scenach z nim, na twarzy czytelnika pojawia się uśmiech. Za problemy z tymi wszystkimi kobietami, którym złamał serca (sporo ich było). Za to... za to, że po prostu jest Jaskrem. Wnosi do "Wiedźmina" taki jasny promyczek. Poza tym, jest poetą i śpiewakiem. I jak tu takiego nie lubić? Geralt określił go tak: "Masz lat blisko 40, wyglądasz na blisko 30, myślisz, że masz nieco ponad 20, a zachowujesz się tak, jakbyś miał niecałe 10"


5. Remus Lupin
z "Harry'ego Pottera"


Lupin jest jednym z Huncwotów, co już praktycznie samo w sobie kwalifikuje go do tego zestawienia. Jest w dodatku bardzo inteligentnym, utalentowanym,skromnym i lojalnym człowiekiem. Ma nieco zaniżone poczucie własnej wartości. Wilkołak, który dzięki pomocy przyjaciół, jakoś sobie radzi z tym "małym futerkowym problemem". Prawdopodobnie najlepszy nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią, jakiego kiedykolwiek miał Hogwart.


6. Arsene Lupin
z "Arene'a Lupina"


Naprawdę rzadko się zdarza, żeby główny bohater należał do moich ulubionych. Arsene jest jednak wyjątkowy. To prawdziwy dżentelmen włamywacz. Okrada wyłącznie bogatych, nie krzywdzi kobiet (większość z nich uwodzi). Nie zabija. Żaden detektyw nie potrafi go powstrzymać, gdyż jest to złodziej o niebywałej inteligencji i sprycie. Przygotowany na każdą okoliczność. Po prostu ma klasę.


7. Aragorn 
z "Władcy Pierścieni"


Aragorn to prawdziwy król. Odważny, lojalny, dbający o dobro swoich poddanych. W dodatku ma dar uzdrawiania. Człowiek o olbrzymiej mądrości i dobrym sercu. Pewny siebie, ale nie wywyższający się. Idealny przywódca. Nigdy nie zostawi przyjaciół w potrzebie. Dla dobra sprawy jest gotów poświęcić własne życie. 


8. Brom
z "Dziedzictwa"


Zdecydowanie najlepsza postać z całej serii, choć występuje głównie w pierwszej części. Tajemniczy i skryty posiada olbrzymią wiedzę. W swoim życiu dokonał wielu rzeczy (w tym stworzył grupę buntowników, którą przez jakiś czas przewodził). Oddał życie za własnego syna i mimo, że nie wychowywał go, zrobił dla niego tyle ile mógł. 


9. Gandalf
z "Władcy Pierścieni"


Gandalf to taki typowy stary mag. Z długą siwą brodą i włosami oraz wiedzą tak ogromną, że aż nie do opisania. Odważny i waleczny, jak wielkiemu przywódcy i idolowi połowy książkowych bohaterów przystało. Ma zawsze swoje sprawy, nikomu się nie tłumaczy. Zjawia się tam, gdzie jest potrzebny i odchodzi, gdy ma coś pilnego do załatwienia. Wszyscy go znają, choć pod różnymi imionami. POza tym jest specem od fajerwerków^^


10. Haymitch 
z "Igrzysk Śmierci"


Próbuje zapomnieć o okrucieństwach, które przeżył, zatracając się w alkoholu. Mimo wszystko potrafi wziąć się w garść i przygotować do walki nowych trybutów, potrafi załatwić im wsparcie sponsorów. Nie waha się walczyć w powstaniu i wzniecić rewolucji. Ponadto sceny z nim bywają zabawne.







sobota, 1 grudnia 2012

[15] Kroniki Rodu Kane

Tytuł serii: Kroniki Rodu Kane

Poszczególne części:

  1. Czerwona piramida
  2. Ognisty tron
  3. Cień węża
Autor: Rick Riordan

Wydawnictwo: Galeria Książki


Kto czytał moją recenzję „Percy’ego Jacksona” ten wie, że uwielbiam styl Ricka Riordana. Nie zdziwi Was więc chyba, że sięgnęłam po kolejną serię jego autorstwa.

Riordan wciąż inspiruje się mitologią. „Kroniki Rodu Kane” powstały na podobnym co „Percy” pomyśle, z tą tylko różnicą, że zamiast mitologii greckiej mamy egipską. Świat podzielony jest na nomy, którymi rządzą magowie z organizacji zwanej Domem Życia. Pochodzą oni z linii krwi dawnych faraonów Egiptu. Pierwszym, a zarazem najważniejszym nomem, jest oczywiście sam Egipt pod wodzą Najwyższego Lektora. Magowie boją się korzystać z mocy bogów, których ze świata śmiertelników po prostu wygnali, zakazując nowym uczniom porozumiewania się z nimi.

W takiej oto rzeczywistości żyją Carter i Sadie Kane – rodzeństwo rozdzielone po śmierci matki. Carter podróżuje po świecie z ojcem archeologiem, Sadie mieszka z dziadkami w Londynie. Na skutek pomyłki pana Kane’a są świadkami uwolnienia bogów. Dwoje z nich (Izyda i Horus) postanawia "zamieszkać sobie w głowach" nastolatków. I tak rodzeństwo dowiaduje się o swoim magicznym dziedzictwie.

Ojciec głównych bohaterów zostaje porwany, wujek opętany, a Dom Życia jest przeciwko nim. Carter i Sadie tworzą więc własną magiczną instytucję – Dom Brooklyński. Już wkrótce wspólnie ze swoimi uczniami będą musieli ocalić świat przed siłami Chaosu pod wodzą okrutnego węża Apopisa. 

Autorowi ponownie udało się stworzyć magiczny świat bogów, przenikający się z tym naszym, zwyczajnym. Fabuła jest fantastyczna i, choć druga część z początku wydaje się nudnawa, to cała seria naprawdę wciąga. Mnie osobiście podobała się bardziej niż „Percy Jackson”. Nie ma w niej bowiem tyle schematyczności. Poza tym, o mitologii greckiej słyszymy w szkole często, egipska jest zdecydowanie mniej znana, choć równie barwna.

Cała trylogia (bo więcej części chyba nie będzie) jest zapisana w formie nagrania. Narratorami są na przemian Carter i Sadie, każdy z nich opowiada przez dwa rozdziały, co im się przydarzyło. W międzyczasie brat/siostra dorzuca czasami jakieś komentarze. 

Język Ricka Riordana ponownie mnie oczarował. Serię czyta się lekko, napisana jest z dużym poczuciem humoru. No bo jak tu nie uwielbiać książek, w których istnieje sympatyczny krokodyl – albinos, pawian Chufu, uwielbiający grać w koszykówkę i jedzący wyłącznie przekąski na literę „f”, ześwirowany gryf oraz dom spokojnej starości dla bogów?

Postacie są naprawdę sympatyczne, a Sadie wprost uwielbiam. Wychowanego na nauczaniu domowym Cartera także polubiłam. Podobnie jak pogodzonego ze swoim losem uroczego Walta, odważną Ziyę, średnio nadającego się na opiekuna dwójki ciągle ładujących się w kłopoty nastolatków stryjka Amosa, małego Felixa i jego pingwiny, brzydkiego boga karłów Besa, kocią boginię Bastet z jej instynktem opiekuńczym oraz przystojnego i tajemniczego boga śmierci Anubisa. Każdy z nich jest naprawdę wyjątkowy, każdy ma swoje wady i zalety.

W „Kronikach Rodu Kane” mamy także wątek romantyczny, a właściwie dwa. Jeden z nich to, o zgrozo, wszechobecny ostatnio w powieściach dla młodzieży trójkąt. Jak tylko przeczułam, co się święci, już miałam serdecznie dość. O dziwo, zakończenie tego wątku było tak niespotykane i zaskakujące, że trójkąt Sadie – Walt – Anubis nie był męczący ani nudny i wyłamał się ze znanych nam schematów. 

Dla kogo to seria? Dla tych, którzy szukają niezapomnianej rozrywki, lekkiej przygodowej niemoralizatorskiej powieści. Dla tych, którzy lubią mitologię i tych, którzy w dzieciństwie oglądali bajkę „Papirus” (właściwie to oglądając ją po raz pierwszy usłyszałam o egipskich bogach). I chyba nie muszę dodawać, że dla fanów twórczości Ricka Riordana, którzy „Percym Jacksonem” byli zachwyceni jest to lektura wręcz obowiązkowa?


Cytat:
"Trzeba przestrzegać pewnych zasad. To one chronią nas przed upadkiem."

Ocena: 8/10

Podsumowanie listopada

Chyba wprowadzę notki z podsumowaniami. Żeby przypomnieć i sobie, i Wam, co się na tym blogu ostatnio znalazło, jakie zmiany zostały wprowadzone.

Otóż w listopadzie na stałe zagościły tu notki Top 10. Będą w każdą środę (o ile mój wolny czas nadal będzie na to pozwalał.

Ukazały się recenzje:

Wzięłam też udział w blogowej zabawie Liebster Award, do której zostałam nominowana przez Dominique (dziękuję : ) )


Najlepszą ocenę w listopadzie na moim blogu otrzymała seria autorstwa Lauren Brooke "Heartland"




Stałym punktem tego bloga będą również ankiety. Możecie tam zagłosować na książkę/serię poprzedniego miesiąca. Z pozycji zrecenzowanych przeze mnie w październiku najwięcej waszych głosów zdobyła seria "Zawrocie" autorstwa Hanny Kowalewskiej.



Już teraz zachęcam Was do głosowania na książkę/serię listopada!

Dziękuję wszystkim, kórzy tu zaglądają za to, że czytają moje opinie i dzielą się własnymi.

Pozdrawiam ;)

środa, 28 listopada 2012

Top 10: Ulubione postacie kobiece w literaturze (nastoletnie)




Dziś pora na... Ulubione postacie kobiece w literaturze  (nastoletnie)!

Druga część ulubionych kobiecych postaci w literaturze - tym razem wzięłam na celownik nieco młodsze bohaterki :) Kogo wam tu brakuje? A może ktoś nie zasłużył na miejsce w tym zestawieniu?


1. Ciri
z Wiedźmina


Ciri polubiłam już wtedy, gdy była małą pyskatą dziewczynką. W miarę jak dorastała, stawała się coraz ciekawszą postacią. Dokonała okrutnych czynów, ale to los zmusił ją do tego. Przeżyła wiele i bardzo się zmieniła, wciąż jednak pozostała upartą, odważną osóbką o silnym charakterze. Gdy kochała to całym sercem, tak samo głęboko potrafiła również nienawidzić. 


2. Katniss Evardeen 
z Igrzysk Śmierci


Katniss w wieku jedenastu lat została głową rodziny. By przetrwać, musiała wykazać się sprytem i odwagą. Na arenie głodowych igrzysk była zmuszona zabijać, ale nie zatraciła swojego człowieczeństwa. Udało jej się pozostać sobą mimo okrucieństw, które przeżyła. Była silna i uparta, a w głębi duszy także wrażliwa.


3.Ginny Weasley


z Harry'ego Pottera


Odwaga Ginny była ogromna i to za nią najbardziej cenię tę postać. Panna Weasley nigdy nie płakała. Była silna psychicznie. Przeżyła opętanie przez Voldemorta, ale nie załamało jej to. Potrafiła o tym mówić. Szczerość to kolejna jej zaleta. Ginny to także osóbka z poczuciem humoru, ogromnym magicznym talentem. Bardzo stała w uczuciach.


4. Hermiona Granger
z Harry'ego Pottera


Chodząca wikipedia. Wiedziała naprawdę sporo. Uwielbiała czytać książki. Ambitna i nieco przemądrzała zyskała sobie sympatię wielu czytelników, w tym także i mnie. Lojalna wobec przyjaciół poświęciłaby dla nich życie. Uczuciowa i wrażliwa dziewczyna.


5.Luna Lovegood
z Harry'ego Pottera


Lunę uwielbiam za jej oryginalność i ogromną wyobraźnię. Za to, że lubiła marzyć i miała odwagę, by być sobą. Za jej przywiązanie, jakim darzyła przyjaciół (namalowała ich połączone łańcuchem składającym się z wyrazu "przyjaciele" twarze na ścianach i suficie w swoim pokoju).


6.Amy Fleming
z Heartlandu


Amy to wrażliwa dziewczyna, która sporo przeszła. Chciałaby pomóc wszystkim dookoła. Z końmi dogaduje się czasami lepiej niż z ludźmi i to właśnie w ich towarzystwie szuka siły do starcia z rzeczywistością. Gdy jednak popadnie w konflikt, stara się go naprawić, nie zostawia nierozwiązanych spraw. Jest bardzo pracowita. 


7.Meggie Folchart
z Atramentowej Trylogii


Atramentową Trylogię czytałam kilka lat temu i jest to jedna  z moich ulubionych serii, do której jeszcze powrócę. Meggie to nastolatka z bujną wyobraźnią, kochająca czytać. Uparta, odważna i wrażliwa, nie zawaha się przed niczym, by ocalić swoich bliskich. Chciałaby uszczęśliwić wszystkich dookoła.


8.Sadie Kane
z Kronik Rodu Kane


Sadie nie da sie nie lubić. Owszem, bywa irytująca, ale ma duże poczucie humoru, jest pyskata i uparta. To charyzmatyczna postać, która automatycznie wywołuje uśmiech na naszej twarzy. Odważnie próbuje ratować świat przed Chaosem (a ma dziewczyna talent magiczny). Narracja w jej wykonaniu jest świetna i nawet jej życie uczuciowe nie przynudza (jak u większości bohaterek powieści dla młodzieży).


9.Jenna Heap
z Septimusa Heapa


Jennę właściwie poznajemy jako dziecko, ale w ciągu serii "Septimus Heap" znacznie ona dojrzewa. Z odważnej sympatycznej dziewczynki staje się odważną (i upartą) Następczynią Tronu, dla której priorytetem jest dobro Zamku. I właśnie za tą przemianę Jenna trafia do mojego zestawienia.


10.Meghan Chase
z Żelaznego Dworu


Meghan to odważna nastolatka. W szkole nie jest zbyt lubiana, nie stać ją na modne ciuchy czy nowoczesne gadżety. Ale ona wcale się tym nie przejmuje i właśnie za to ją podziwiam. Wie, że jest ponad to, co mówią o niej inni. A gdy jej brat zostaje porwany, robi wszystko, by go odzyskać. Potrafi też szybko wyplątać się z miłosnego trójkąta - to dopiero rzadka w dzisiejszej literaturze umiejętność! 

niedziela, 25 listopada 2012

[14] Heartland


Tytuł serii: Heartland

Poszczególne części:

KLIK


Autorka: Lauren Brooke

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Uwaga!!! W Polsce ukazało się dotychczas 19 części serii i tylko one są objęte tą recenzją.



Przepraszam, że nie wypisałam wszystkich części serii, ale ich jest naprawdę sporo (tak, wiem, leniwa ja).

Na początek ostrzegam, że pewnie zachwycam się Heartlandem bardziej niż na to zasługuje. Patrząc rozsądnie to nie jest genialne dzieło pod względem technicznym. Mimo wszystko mam do tych książek ogromny sentyment.

Akcja cyklu rozgrywa się w Virginii, w schronisku dla koni, prowadzonym przez Marion Flemming. Kobieta założyła ten ośrodek (tytułowy Heartland) po wypadku swojego męża, by pomóc wyleczyć fizyczne i psychiczne urazy jego wierzchowca, Pegaza, by koń na nowo zaufał ludziom. W pracy ze zwierzęciem odniosła sukces, w życiu prywatnym jednak nie. Jej mąż, Tim, załamał się po wypadku i zostawił ją wraz z dwoma córkami. Starsza z nich, jedenastoletnia wówczas Lou, została w Anglii w szkole z internatem, trzyletnia Amy wraz z matką przeniosła się do dziadka do Virginii. Tak powstał Heartland.

Amy prowadzi go wraz z matką. Od małego przypatruje się jej pracy, sama świetnie radzi sobie z końmi. Jednak pewnego dnia tragiczny wypadek na zawsze odmienia jej życie. Czy Amy poradzi sobie w Heartlandzie sama? Czy pomoc Lou, dziadka oraz jej przyjaciela, Trega, wystarczy, by schronisko wciąż mogło istnieć?

Fabuła każdej powieści składa się jakby z dwóch części. Jedna to historia koni, niezwykle interesująca dla takich wielbicieli tych zwierząt jak ja. Źle traktowane, przerażone zwierzęta po traumatycznych przeżyciach, w Heartlandzie na nowo uczą się ufać ludziom. Ludziom, którzy także się zmieniają i to jest ta druga część fabuły. Życie Amy wypełnione pracą i odpowiedzialnością wciąż jest życiem nastolatki ze swoimi wszystkimi blaskami i cieniami. Obserwujemy jej problemy sercowe, trudne z początku relacje z siostrą, uporanie się ze śmiercią matki, trudności związane z brakiem czasu. I chęć pomocy każdemu, kogo dziewczyna spotka: czy to człowiekowi czy zwierzęciu.

Postacie są naturalne i ludzkie. Amy to ciepła i serdeczna osoba, trochę zagubiona, ale uparta i wrażliwa dziewczyna. Lou jest bardziej powściągliwa, a jej rozsądne podejście do wielu spraw bardzo pomaga jej młodszej siostrze. Mamy też troskliwego, skłonnego do poświęceń Trega, wyrozumiałego dziadka i wiele, wiele innych, nie mniej ważnych postaci.

Interesujący jest zwłaszcza wątek ojca Amy, Tima. Lou odnajduje go. Chodź ma on już nową rodzinę, próbuje ponownie zbudować więź z córkami. One także starają się jak mogą.

Narracja jest trzecioosobowa, dialogi są naturalne. Opisy ani dobre ani złe. To nie jest arcydzieło literackie, o nie. Mamy tu jednak nagromadzenie naprawdę mądrych złotych myśli. No a poza tym to cykl idealny dla wielbicieli koni, przepełniony wprost informacjami na ich temat.

Moje ukochane części cyklu to „Więzy krwi” (8), „Z każdym nowym dniem” (9) i „Miłość jest darem” (15).

To powieści o ludzkiej naturze. O zwykłych, codziennych problemach, o trudnych relacjach w rodzinie. O odwadze do naprawiania tych problemów. O wierze w lepsze jutro.

Jedna z moich ukochanych serii. Uwielbiam do niej wracać. W niej znajduję radę i pocieszenie w trudnych chwilach. I choć wiem, że istnieje wiele lepszych, może ambitniejszych książek, to właśnie tego cyklu nigdy nie zapomnę.

Z kart Heartlandu wieje atmosferą miłości, zaufania i zrozumienia. Lauren Brooke nie moralizując, pokazuje nam, że wszystkie życiowe trudności można przezwyciężyć, jeśli ludzie trzymają się razem. 


Cytat:
"Nic nie przychodzi łatwo, ale dopóki trzymamy się mocno, cała reszta może się zmieniać."

Ocena: 9/10


Ze względu na moje nieumiejętne gospodarowanie czasem nie wyrobiłam się z notką do soboty, jak to mam w zwyczaju. Przepraszam. Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy. 

Popularne posty

The Hunger Games 32x32 Logo