Harry Potter Broom -->
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Top10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Top10. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lutego 2014

Top10: Pary z literatury

Dzisiaj walentynki, więc, jakżeby inaczej - post będzie o miłości ;)



Dziś pora na... Ulubione pary z literatury!

1. Geralt i Yennefer
z "Wiedźmina"


Tak, tak, nie od dziś wiadomo, że ubóstwiam całą serię o Geralcie, a Sapkowski to mój ulubiony autor. Nic więc dziwnego, że i w tym rankingu coś wiedźmińskiego się znajdzie. Geralta i Yennefer uwielbiam za to, że ich związek jest tak bardzo daleki od ideału, jak mało który. Mają naprawdę burzliwą historię. Wielokrotnie się rozstają, bywają na siebie źli, nie widzą się ani nie rozmawiają z sobą przez długi czas. A jednak wciąż o sobie myślą, żadne z nich nie jest w stanie zapomnieć o drugim. I wszystko potrafią dla siebie nawzajem poświęcić.


2. Julian i Penelope
z "Cienia wiatru"


Julian i Penelope na swojej drodze napotkali wiele przeszkód, ich uczucie było skazane na klęskę. Historia tej dwójki młodych ludzi jest piękna, lecz bardzo smutna. Mnie osobiście naprawdę wzruszyła i dlatego ta para wylądowała w tym rankingu.


3. Annie  i Tom
z "Zaklinacza koni"


Prawdopodobnie znów zawyżam ocenę, ale nie umiem patrzeć na tę książkę, nie myśląc jednocześnie jej ekranizacji. Miłość Annie i Toma to uczucie ludzi dojrzałych, po przejściach. Każdy z nich ma swoje życie, gdzie nie ma miejsca na to drugie. A jednak zakochują się w sobie, co przynosi mnóstwo nieprzyjemnych konsekwencji. Bycie razem? To dla nich niemożliwe, ale nie potrafią z tego zrezygnować.


4. Snape i Lily
z serii "Harry Potter"


Wiem, wiem, oni tak naprawdę wcale nie byli parą, a przyjaciółmi z dzieciństwa, którzy pewnego dnia przestali się do siebie odzywać, a ich drogi zupełnie się rozeszły. Nie zmienia to jednak faktu, że Snape kochał Lily przez całe życie i nigdy nie wybaczył sobie, że pośrednio przyczynił się do jej zamordowania. Przemiana jaka zaszła w nim po śmierci Lily to najlepsze co mogło mu się przytrafić, bo to właśnie z tej miłości przeszedł na stronę dobra. I choć lubię Lily i Jamesa razem, niezmiennie żal mi Severusa, który do końca swoich dni był wierny miłości. A fanom niech wystarczy zwykłe "Always".


5. Ania i Gilbert
z serii "Ania z Zielonego wzgórza"


Czy zna ktoś bardziej sympatyczną, uroczą i kochaną parę? Chyba nie. Począwszy od ich pierwszego spotkania, gdy Gilbert nazwał Anię "marchewką", za co ona rozbiła mu tabliczkę na głowie, poprzez odrzucone oświadczyny aż do szczęśliwego małżeństwa wszystko jest naturalne i po prostu śliczne. Niekiedy jest zabawnie, niekiedy poważnie. Po prostu - idealnie.


6. Katniss i Peeta 
z serii "Igrzyska śmierci"


Wiem, że fandom podzielony jest na zwolenników Peety i Gale'a, ale mimo, że naprawdę lubię tego drugiego, to jednak Peeta pozostaje moim faworytem. On i Katniss świetnie się uzupełniają. To taki jasny promyczek w jej życiu. Jest jedną z najpozytywniejszych postaci całej tej trylogii, a Katniss potrzeba trochę słońca. I Peeta jej to zapewnia.Choć nie jest to (przynajmniej z jej strony) wielka miłość od pierwszego wejrzenia, to jest to ładnie rozwijające się przez poszczególne części zdrowe uczucie.  


7. Nasuada i Murtagh
z serii "Dziedzictwo"


Tak, oni też nie byli w sumie parą. Ale ten zalążek miłości, jaki się między nimi rozwinął w ostatniej części bardzo mi się podobał. Obydwoje sporo przeszli, obydwoje byli nieszczęśliwi i mimo, że znajdowali się po dwóch stronach barykady, byli dla siebie oparciem. I mam nadzieję, że gdzieś tam w nieopisanej przez autora przyszłości będą razem.


8. Isobel i Cole
z serii "Wilkołaki z Mercy Falls"



Relacje Isobel i Cole'a  były... dziwne. Każde z nich miało swoje prywatne problemy, ich psychika nie była do końca w porządku. I chyba właśnie dlatego tak się nawzajem rozumieli i coś ich do siebie ciągnęło. Egoistyczna Isobel wreszcie przestała myśleć o sobie, a Cole.. cóż, Cole chyba wiedział już, że a dla kogo żyć. 


9. Harry i Ginny
z serii "Harry Potter"


Wiecie, jak ostatnio zdenerwowała mnie J.K. Rowling, gdy w którymś z wywiadów poinformowała, że zrobiła źle, a Harry powinien być z Hermioną? Jakby sama nie znała własnych postaci. Ginny i Harry byli jedną z "normalniejszych" par w literaturze. Mieli swoje problemy, ale koniec końców, naprawdę do siebie pasowali. Ginny podkochiwała się w Harrym od zawsze, a i on przekonał się, jaka z niej cudowna dziewczyna (serio, naprawdę lubię książkową Ginny). Podoba mi się też, że ich uczucie, mimo, że Harry to główny bohater, nie wysunęło się nigdy na pierwszy plan, ale rozwijało w tle. To dobre posunięcie. Szkoda, że niszczone medialnymi wypowiedziami autorki, którą naprawdę przestaję lubić.


10. Annabeth i Percy
z serii "Percy Jackson i bogowie olimpijscy"


Wahałam się między tą parą, a Samem i Astrid z "GONE", ale jednak wygrali bohaterowie Riordana. Czemu? Bo obserwujemy ich od początku. Najpierw łączy ich wspólna misja, potem przyjaźń, a dopiero potem autor delikatnie sugeruje czytelnikowi, że to coś więcej. Jest to tak subtelne i nienachalne, że bardzo mi się spodobało. A poza tym, oni są tacy zabawni. Uwielbiam kiedy Annabeth mówi do Percy'ego "glonomóżdżku" :D


Starałam się wybierać pary, które czymś się od innych różnią. Bo takich, którym kibicowałam, jest całkiem sporo, choć za książkami o miłości jakoś nie przepadam. Co myślicie o parach wybranych przeze mnie? Znacie je? A kim są wasi faworyci?

Popularne posty

The Hunger Games 32x32 Logo